Piotr Główka: Dłużnicy do ostatka usiłują uniknąć ogłoszenia upadłości
Tak dramatycznej sytuacji pod względem liczby i sposobu upadłości przedsiębiorstw nie było w Polsce od wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Ponad 2/3 składanych w sądach wniosków o upadłość nadaje się do oddalenia, bo brakuje pieniędzy nawet na pokrycie kosztów sądowych. Wierzyciele, a wśród nich będący w głębokim kryzysie budżet państwa, są bezsilni.
Praktyka pokazuje, że od pierwszych kłopotów przedsiębiorców, czyli utraty płynności finansowej, do całkowitego zaprzestania spłacania przez nich zobowiązań, a dalej do ogłoszenia upadłości — zwykle mija od kilku miesięcy do około roku. Jednak wnioski o upadłość kierowane są zbyt późno. Składane są dopiero wówczas, kiedy nie ma żadnych szans na... naciągnięcie nowych dostawców. Przez długi czas dłużnicy działają na kredyt, którego nigdy nie spłacają.
Zgodnie z art. 1 prawa upadłościowego przedsiębiorca, który zaprzestał płacenia długów, będzie uznany za upadłego. Nagminnie łamany przepis mówi, że na złożenie wniosku o upadłość w wydziale gospodarczym właściwego sądu rejonowego przedsiębiorca ma 14 dni od dnia zaprzestania płacenia długów. Taki sam obowiązek spoczywa również na reprezentantach dłużnika będących osobami prawnymi.
Najczęściej obieraną przez przedsiębiorców linią obrony przed zarzutem niezgłoszenia na czas wniosku o upadłość jest troska o pracowników. Zwykle sędziowie odrzucają takie argumenty. Ochrona pracowników nie może odbywać się kosztem wierzycieli. Są na to inne sposoby — na przykład pomoc sądu przez postępowanie układowe, które wstrzymuje egzekucję należności i umożliwia odroczenie płatności, a nawet częściowe ich umorzenie.
Ponieważ zjawisko niezgłaszania upadłości w ustawowym czasie stało się powszechne, wymiar sprawiedliwości poważnie zajmuje się sprawdzaniem spraw dotyczących zadłużonych firm. Sąd wszczyna postępowanie z urzędu, a w razie udowodnienia winy orzeka zakaz prowadzenia działalności gospodarczej na okres od 2 do 5 lat. Wykaz osób, które pozbawiono prawa prowadzenia działalności gospodarczej na własny rachunek lub pełnienia określonych funkcji — na przykład reprezentanta lub pełnomocnika innego przedsiębiorcy, członka rady nadzorczej lub komisji rewizyjnej — prowadzą właściwe sądy gospodarcze oraz Rejestr Dłużników Niewypłacalnych, stanowiący element Krajowego Rejestru Sądowego. Istnieje również centralna ewidencja wykazów, którą prowadzi MS.
Czy jednak utworzenie KRS oznacza koniec kłopotów wierzycieli z nieuczciwymi odbiorcami? W dużym stopniu zależy to od samych wierzycieli. Prawidłowa ocena kontrahenta będzie możliwa tylko wtedy, kiedy na szeroką skalę zaczniemy dokonywać zgłoszeń ukazujących grzechy popełniane przez niesolidne firmy. Obecnie nie są one powszechne. Dlatego korzystanie z dobrodziejstw KRS jeszcze długo może być mylące, ponieważ sprawdzany przedsiębiorca może mieć tam czyste konto.
Karanie zakazem prowadzenia działalności gospodarczej przedsiębiorców uchybiających przepisom może być dotkliwe dla największych krętaczy i cwaniaków. Bywa, że — kosztem wierzycieli i Skarbu Państwa — osoby te wyprowadzają majątek z masy upadłości do zaprzyjaźnionych firm po to, by wkrótce stać się ich współwłaścicielami i pod nowym szyldem prowadzić działalność gospodarczą. Dopiero postanowienia sądu uniemożliwiają bankrutom podejmowanie jakichkolwiek czynności, zarówno prawnych jak i ekonomicznych.
Wzrost świadomości prawnej zarówno dłużników, jak i wierzycieli powinien zostać wsparty sprawną działalnością wymiaru sprawiedliwości. Tymczasem sprawy o zapłatę ciągną się latami — podczas gdy firmy upadają zaledwie w ciągu kilku tygodni, a zarządzające nimi osoby nadal uczą się zasad ekonomii na koszt wierzycieli.
Piotr Główka jest specjalistą Domu Aukcyjnego Wierzytelności Indos