W czwartek, po dynamicznym otwarciu notowań, WIG20 wciąż piął się w górę i dopiero ok. 13:30 zaczął oscylować wokół 1013 pkt. Na dwie godziny przed zamknięciem obrót przekroczył 105 mln zł. W bojowym nastroju handlowano przede wszystkim walorami Telekomunikacji Polskiej, Orbisu, PKN Orlen, KGHM i Elektrimu, ale najbardziej podrożały papiery spółek z sektora IT (w tym zagrożonego upadłością Apeximu i STGroup). Przyczyn próżno szukać na własnym podwórku. Wszak nadal nie mamy rządu, budżetu, ani dobrych perspektyw. Cudowna przemiana dokonała się wyłącznie za sprawą najnowszych – wnikliwie przeanalizowanych w porannych serwisach informacyjnych – faktów, wydarzeń i opinii zza oceanu. Prawdę mówiąc, w podobny sposób zareagowała cała Europa. Ale my, jak mało kto, potrafimy się cieszyć, że gdzie indziej będzie lepiej. Mimo to w enuncjacjach analityków jak refren powtarza się stwierdzenie, iż do trwałej zmiany klimatu inwestycyjnego dojść może dopiero po ukonstytuowaniu się nowego, lewicowego rządu. Dlaczego – nie tłumaczą. I trudno się temu dziwić. Wszak tezie, że po nieudacznikach zawsze (lub na ogół) władza przechodzi w ręce sprawnych menadżerów przeczy elementarna ewidencja historyczna, a jej konkretyzacji – głoszącej, iż zasady wolnego rynku najpełniej realizują się pod rządami lewicy – zdrowy rozsądek. Już sama idea prorynkowo nastawionej lewicy wydaje się wewnętrznie sprzeczna. – Przypomina homunkulusa, który w teście na inteligencję otrzymał maksymalną ilość punktów, lecz gdy poddano go badaniu wykrywaczem kłamstw, wyszło na jaw, że łgał jak pies.
Andrzej Kupracz, DM BZ WBK