Na dzisiejszej sesji rynek próbował odreagować ostatnie spadki, ale jedynie pierwsza połowa notowań przyniosła bardziej widoczną poprawę nastrojów, czemu w sporej mierze sprzyjały wzrosty na giełdach europejskich. W dalszej część zapanowała względna stabilizacji, ale pomimo, iż większość indeksów zakończyła dzień lekkim wzrostem w dalszym ciągu nie widać popytu, który byłby w stanie wyraźniej poprawić obraz rynku.
Po kolejnym spadku Nasdaq’a na otwarciu sesji wszystkie wskaźniki koniunktury straciły na wartości, choć nie była to przecena duża i nie przekroczyła 15. Zaraz na początku byki przejęły inicjatywę, rynek zaczął zyskiwać i już po pół godzinie główne indeksy wyszły na plus. Niewątpliwy wpływ na żywszą reakcję popytu miała dobra atmosfera na głównych giełdach europejskich oraz notowania kontraktów na indeksy amerykańskie, które po porannych spadkach zaczęły się poprawiać. Przed godziną 13 zapał byków zaczął jednak słabnąć. Na rynku zapanowała względna stabilizacja powyżej poziomów zamknięcia z wtorku i od tego czasu niewiele się już działo. Dość spokojnie inwestorzy zareagowali również na dane o sprzedaży detalicznej za luty w USA, która wzrosła o 0.3% wobec oczekiwanych 0.9%, a z wyłączeniem samochodów o 0.2% wobec spodziewanych 0.5%. Te gorsze informacje spowodowały wprawdzie gwałtowniejszą reakcję podaży, szczególnie na rynku terminowym, jednak przecena nie trwała zbyt długo i została dość szybko powstrzymana. Strona popytowa nie potrafiła jednak odzyskać większej przewagi i chociaż rynek uniknął głębszej przeceny to do wzrostów już nie powrócił, a ruch boczny utrzymał się do końca notowań. Większość wskaźników kończyła dzień na lekkim plusie, a symboliczne spadki zanotowały NIF i MIDWIG.
Ostatnie dni na warszawskim parkiecie upływają w niezbyt ciekawej atmosferze. Po informacjach o kolejnym przelewie środków do OFE dzisiejsza sesja ożywiła wprawdzie nieco stronę popytową i rynek odreagował ostatnie spadki, ale trudno to uznać za sygnał mogący stać się impulsem dla większej zmiany układu sił w najbliższym czasie. Poprawie klimatu inwestycyjnego nie sprzyja również przecena jaka w ostatnim czasie zapanowała na największych giełdach światowych, mimo że jak na razie należy ją traktować w kategoriach korekty. W dalszym ciągu trudno więc przesądzać kierunek, w którym podąży rynek, chociaż niewykluczone, że już wkrótce mogą pojawić się w tym zakresie wyraźniejsze rozstrzygnięcia.
Możliwość taką sugeruje obraz techniczny potwierdzający, że WIG20 znajduje się obecnie w niezwykle ważnym momencie i najbliższe dni mogą przynieść wyraźniejsze sygnały do rozwoju krótkoterminowej koniunktury. Indeks balansuje bowiem w pobliżu ważnego poziomu wsparcia na linii pięciomiesięcznego trendu wzrostowego, ale sytuacja jest o tyle ciekawa, że biorąc pod uwagę wykres w skali logarytmicznej granica ta została przebita już wczoraj, natomiast w ujęciu arytmetycznym w dalszym ciągu wsparcie to nadal jest skutecznie bronione i właśnie w jego pobliżu nastąpiło dzisiejsze odbicie. W tym pierwszym wariancie nadal należy więc liczyć się z tym, że zwyżka może być jedynie ruchem powrotnym, po którym czkają nas dalsze spadki, podczas gdy w drugim przypadku WIG20 w dalszym ciągu zachowuje szanse na większe wzrostowe odbicie. O tym która z tych interpretacji była słuszna mogą więc zadecydować najbliższe dni, które powinny przynieść wiarygodniejsze sygnały wskazujące na kierunek ruchu. Przy obecnym stanie naszego rynku i sporej słabości strony popytowej bardziej prawdopodobny wydaje się jednak pierwszy z powyższych scenariuszy.
Jacek Buczyński, DM PBK SA