Ostatnia listopadowa sesja na GPW przebiegała w atmosferze wyczekiwania, a zarazem „ulgi”, iż mamy koniec tygodnia, a przed nami dwa dni oddechu. Tydzień ów nie był sprzyjający dla posiadaczy akcji, którzy nie mogą go zaliczyć do udanych.
Także dzisiejsza sesja nie przyniosła poprawy na parkiecie, transakcji było mało, a i obroty mizerne. Brak popytu spowodował powolne opadanie rynku pod własnym ciężarem. „Liderami” spadków od początku notowań były TPSA i KGHM. Nie najlepiej też zachowywały się PKN oraz Prokom Na drugim biegunie znalazły się papiery Elektrimu, Pekao i BRE, które „podtrzymywały” główne indeksy.
Generalnie można powiedzieć, że do godz.14:30 oczekiwano na dane o PKB w USA w trzecim kwartale. Pomimo największego od 1991 roku kwartalnego spadku PKB w Stanach Zjednoczonych ( spadek o1,1 %, a więc gorszy od oczekiwań ) początkowo rynek zareagował bardzo spokojnie. Upływ czasu spowodował wzrost obaw o rozwój sytuacji za oceanem, a co za tym idzie nastąpiło pogorszenie nastrojów na giełdach tak zachodnich, jak i na giełdzie warszawskiej. O 16:00 kolejne dane w Stanach (indeks aktywności gospodarczej - Chicago PMI) i po raz kolejny gorsze od oczekiwanych.
Na GPW zdecydowanie bardziej nerwowo zareagowali wtedy inwestorzy posiadający krótkie pozycje, o czym świadczy ujemna baza na futuresach na WIG-20 na koniec sesji. Rynek kasowy był bardziej stonowany i posiadacze akcji nie rzucili się do wyprzedaży. Spowodowało to, iż WIG-20 na zamknięciu spadł tylko o 0,51% i wyniósł 1252,05 pkt. Podobnie bo o 0,55 % spadł WIG i zamknął się 36 pkt. powyżej 14 tysięcy. Podany u nas deficyt obrotów bieżących na poziomie nieco wyższym od oczekiwań (672 mln dolarów ) przyjęty został przez naszych inwestorów obojętnie.
Ireneusz Dunajewski, DM PBK SA