Ministerstwo Gospodarki postanowiło zdjąć z gazowych firm ciężar bezsensownego przepisu. Przekazało do konsultacji projekt nowego rozporządzenia dotyczącego „minimalnego poziomu dywersyfikacji dostaw gazu z zagranicy”. Branża odetchnęła z ulgą.
Labirynt bez wyjścia
Przez lata firmy narzekały na dotychczasowe przepisy dywersyfikacyjne. Obecne pochodzą z 2000 r. i nakazują importerom gazu zachowanie konkretnych proporcji przy doborze kierunków dostaw surowca. Np. w latach 2010-14 importer mógł kupować maksymalnie 70 proc. gazu z jednego kierunku, a w 2015 r. granicą jest już 59 proc. Ustawodawcy chodziło o zmniejszenie uzależnienia kraju od gazu rosyjskiego, ale przepisy okazały się ułomne. Po pierwsze, problem ma PGNiG, który kupuje surowiec głównie od rosyjskiego Gazpromu, z którym wiąże go sztywny kontrakt długoterminowy. Polska firma nie wypełnia przepisów i płaci kary (ostatnio zasądzono jej 0,5 mln zł). Po drugie, problem mają mniejsze spółki obrotu. Polska ma ledwie kilka połączeń transgranicznych, więc niezależne firmy kupują najczęściej gaz od podmiotów niemieckich, np. na wirtualnym rewersie. Polega to na tym, że płacą spółce niemieckiej, ale fizycznie odbierają gaz ze Wschodu.
Wedle przepisów jest to zatem gaz rosyjski, który trzeba zdywersyfikować. Jak? I tu problem — nawet jeśli gaz, przez inny interkonektor, przypłynie faktycznie z Niemiec, to jako dostawa wewnątrzwspólnotowa nie będzie się liczył jako import. Po trzecie, wśród obecnych przepisów nie odnaleźliby się klienci budowanego właśnie terminalu LNG w Świnoujściu. Mogąc kupować za pośrednictwem terminalu tylko 59 proc. surowca, musieliby szukać dostawcy na pozostałe 41 proc. Zakup w UE, jako wewnątrzwspólnotowy, nie wchodziłby w grę. Zostawałaby, paradoksalnie, tylko Rosja. W obecnych przepisach nie odnalazła się też giełda gazu, z natury anonimowa.
Będzie prościej
Nowe rozporządzenie ma szanse ułatwić importerom życie.
— Ten projekt to dobra wiadomość dla firm takich jak my, czyli spółek obrotu. Jako że większość z nas kupuje gaz w zachodniejEuropie, rozporządzenie przestanie być w zasadzie odczuwalne — mówi Bartosz Milewski z Hermes Energy.
Fundamentalna zmiana polega na tym, że inaczej będą liczone procenty. Import zostanie odniesiony do krajowej sprzedaży danego podmiotu. To oznacza, że np. jeśli PGNiG importuje z Rosji ok. 8 mld m sześc. gazu, to jest to mniej niż połowa jego krajowej sprzedaży sięgającej 18,5 mld m sześc. Czyli poniżej wymaganego prawem progu 59 proc. Poza tym do dywersyfikacji wliczać się będzie krajowe wydobycie gazu (to ważne dla PGNiG) oraz zakupy w Unii Europejskiej. Ważne też, że za kryterium dywersyfikacji uznano nie kraj pochodzenia, ale firmę, od której kupuje się surowiec. Do konsultacji zaproszono m.in. PGNiG, ArcelorMittal Poland, PKN Orlen oraz mniejsze spółki obracające gazem.
— Zainicjowanie prac legislacyjnych było reakcją na krytykę obowiązujących przepisów ze strony uczestników rynku. Analizujemy projekt — przekazało nam PGNiG. Dopóki obowiązują stare przepisy, firmom nadal grożą kary. Urząd Regulacji Energetyki podawał ostatnio, że prowadzi monitoring dotyczący wypełniania obowiązku dywersyfikacji w 2013 r.