Czytasz dzięki

Do współpracy potrzebna jest motywacja

  • Marta Bellon
opublikowano: 23-06-2015, 00:00

Aby polski przemysł korzystał na kooperacji nauki i biznesu, potrzebna jest większa otwartość ludzi nauki i większe zaufanie ze strony biznesu

Współpraca nauki i biznesu to jeden ze sprawdzonych sposobów na zwiększenie innowacyjności gospodarki. Jednak w Polsce oba środowiska wciąż podchodzą do siebie z dystansem i na zasadzie mocno ograniczonego zaufania. Na razie brak przykładów spektakularnych efektów kooperacji na linii nauka i biznes. Choć do współpracy dochodzi, bo przemysł bez nauki rozwijać się nie może. Jednak zdaniem prof. Jacka Gulińskiego, dyrektora Poznańskiego Parku Naukowo- -Technologicznego (PPNT), nie można stawiać ogólnej tezy, że środowiska się nie dogadują.

KONIECZNE ZACHĘTY:
KONIECZNE ZACHĘTY:
Naukowcy i przedsiębiorcy powinni znaleźć wspólny język, bo współpraca opłaca się obu stronom. Według ekspertów, skuteczną zachętą do kooperacji powinna być przede wszystkim powszechna ulga na badania i rozwój, a także pierwszeństwo komercjalizacji wyników badań dla naukowców.
iStock

— Oba sektory nie są jednorodne. Inaczej współpracują z biznesem przedstawiciele szkół wyższych — politechnik czy uczelni rolniczych, a inaczej naukowcy z Polskiej Akademii Nauk czy resortowych instytutów badawczych, których większość współpracuje z przemysłem, bo to ich podstawa finansowego istnienia. A mamy też przecież prywatne instytuty badawcze oraz firmy zakładane przez naukowców — mówi prof. Jacek Guliński.

W jego opinii wbrew powszechnemu przekonaniu, że to małe i średnie firmy mają największe problemy z nastawieniem proinnowacyjnym i kooperacją ze światem nauki, mają je też duże koncerny.

— Na badania i rozwój wydają śmiesznie mało. W porównaniu z czołowymi koncernami europejskimi są to wydatki mikroskopijne — uważa prof. Jacek Guliński.

Ewolucja, nie rewolucja

Przedstawiciele obu środowisk — biznesowego i naukowego — podkreślają, że problem z brakiem przepływu myśli i kompetencji z uczelni czy instytutów badawczych do przemysłu istnieje od wielu lat. I trudno oczekiwać, że poradzimy sobie z nim z dnia na dzień.

— W ciągu ostatnich 5-10 lat nie potrafiliśmy znacząco zmienić innowacyjności gospodarki i w pełni wykorzystać w tym celu funduszy z perspektywy 2007-14 r., ale myślę, że już istniejące mechanizmy — bony na innowacje, coraz więcej konkursów na rozwój technologii, szybka ścieżka wdrożenia nowych pomysłów w firmach i parę innych, które będą kontynuowane w rzeczywistości aż do 2022 r., muszą dać w końcu efekt — uważa szef PPNT. W polskim koszyku zachęt do szerszej i częstszej współpracy społeczności biznesowej i naukowej wciąż nie ma jednego sprawdzonego rozwiązania — ulgi podatkowej dla przedsiębiorstw na badania i rozwój.

— Prawie każdy kraj OECD ma pewien system tych ulg. Bruksela zdejmuje z nas procedurę nadmiernego deficytu, więc tym bardziej możemy sobie pozwolić na to, by zamienić dwie istniejące ulgi–będące w istocie protezami, a zamiast nich wstawić powszechną ulgę od działalności B+R dla firm — mówi dyrektor PPNT.

Uważa, że ta ulga, łącznie ze znanymi wszystkim mechanizmami mogłaby ruszyć koło współpracy na linii nauka i biznes. Bo uczelnie również zaczynają się rozglądać za różnymi źródłami przychodu i dostrzegają, że strumień pieniędzy pochodzący z realizacji wspólnych projektów z przedsiębiorcami może być znaczący.

Obustronne korzyści

Przedstawiciele obu środowisk są zgodni — powinny być one zdecydowanie bardziej otwarte na współpracę i uświadomić sobie, że przynosi ona korzyści obu stronom. Tymczasem wielu naukowców woli zamknąć zdobytą wiedzę we własnym laboratorium, niż wesprzeć komercyjny projekt. Leszek Broniarek z BBH Biotech Polska uważa, że to błąd.

Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
×
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

— Przedsiębiorca przychodzi do naukowca dlatego, że nie może własnymi środkami rozwiązać problemu. Odpowiednio przygotowany do rozmów naukowiec jest w stanie pomóc przedsiębiorcy i nie stracić, a zyskać na tej współpracy. Zbyt często zdarza się jednak, że naukowcy mówią językiem skomplikowanym i mało przystępnym, skupiają się tylko na aspekcie merytorycznym, a przedsiębiorcy wyłącznie na czasowym i finansowym — mówi Leszek Broniarek. Przedsiębiorcom zarzuca natomiast nieufność.

— Wielu z nich woli kupić licencje od zagranicznych firm na gotowe rozwiązania, niż zainteresować się nowatorskim projektem od polskiego naukowca. Jest to oczywiście spojrzenie krótkoterminowe — uważa Leszek Broniarek.

W jego ocenie kupowanie zagranicznych licencji w zbyt dużym zakresie może mieć katastrofalne skutki dla gospodarki, a możemy przekonać się o tym boleśnie po 2020 r., gdy skończą się fundusze unijne. BBH Biotech Polska specjalizuje się w mikrobiologii przemysłowej. Dostarcza m.in. rozwiązań zwiększających wydajność procesów fermentacyjnych na skalę przemysłową. Współpracuje z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu, Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza i Zachodniopomorskim Uniwersytetem Technologicznym.

— Na uczelniach pracują osoby, które mają bardzo głęboką i usystematyzowaną wiedzę na niestandardowe tematy. Gdy napotykamy nowy problem, konsultacje z osobą, która bardzo dobrze zna dane zagadnienie, bo zgłębia je od kilku lat, są więcej niż pomocne. Pozwala to oszczędzić czas i pieniądze. Np. w czasie jednego z projektów bakteria, którą hodujemy z dnia na dzień, przestała rosnąć bez wyraźnegopowodu. Samodzielne rozwiązanie tej zagadki mogłoby zająć nam co najmniej kilka miesięcy. Ale dzięki temu, że skontaktowaliśmy się z naukowcem doświadczonym w tym temacie, rozwiązaliśmy ją w niecałe dwa tygodnie. Zatem korzyści są tu oczywiste — podkreśla Leszek Broniarek.

Po pierwsze: motywacja

Do współpracy nauki i biznesu będzie dochodzić, jeśli obie strony będą do tego odpowiednio zmotywowane. Rafał Petryniak, pracownik naukowy Politechniki Krakowskiej i szef LavaVision, firmy, która tworzy systemy interaktywnej prezentacji, uważa, że w Polsce brakuje oddolnych mechanizmów, które zachęcałyby pracowników naukowych do komercjalizowania badań, współpracy z przemysłem lub zakładania własnych firm.

— Bo dlaczego taki pracownik naukowy miałby chcieć współpracować z przemysłem? Ma on obowiązek prowadzenia badań, których efektem mają być publikacje naukowe. To jest jego głównym celem.

Idee ideami, ale ludzie nauki muszą mieć motywację do pójścia inną drogą. W ramach pracy naukowej każdy jest zobowiązany do zdobywania punktów. Pulę, która jest do zdobycia, można by podzielić na pół — połowa mogłaby być przyznawana za działalność naukową, a połowa za to, jeśli naukowiec zadba, by dane rozwiązanie zostało wdrożone. Teraz nikt tego nie wymaga, więc naukowcy takimi rzeczami się nie zajmują — zwraca uwagę Rafał Petryniak, szef LavaVision. Podpowiada również, że dobrą motywacją dla naukowca do wyjścia z uczelni byłoby rozwiązanie, w którym miałby on pierwszeństwo komercjalizacji wyników swoich badań.

— Obecnie, gdy pracownik naukowy wytworzy jakąś innowację, pełna własność intelektualna i prawa majątkowe przechodzą na pracodawcę, czyli uczelnię. Naukowcy zastanawiają się więc, dlaczego mają sięstarać, gdy to nie jest ich produkt i przecież i tak na nim nie zarobią. Ta zmiana byłaby dużym krokiem naprzód — mówi Rafał Petryniak.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Bellon

Polecane