Dobre dane makro z USA pomogły giełdom w Europie

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-08-01 00:00

Obóz byków w USA mógł się wczoraj cieszyć. Wszystkie informacja zarówno z realnej gospodarki jak i ze spółek były pozytywne. Ilość nowo rejestrowanych bezrobotnych w ostatnim tygodniu pozostała pod krytycznym poziomem 400 tys. Dzięki wydatkom zbrojeniowym PKB w drugim kwartale wzrósł więcej niż prognozowano, podobnie jak indeks aktywności gospodarki w rejonie Chicago (PMI). Ze spółek też nadchodziły wyłącznie dobre informacje.

Wydawało się, że rynek musi eksplodować, ale początkowe reakcje nie były zachęcające. Wyglądało to tak, jakby już wszystkie dobre informacje były zawarte w cenach. Okazało się, że na początku sesji jeden z banków inwestycyjnych sprzedawał dużą ilość kontraktów na S&P 500 i to hamowało wzrosty. Zauważmy – powtarza się schemat z zeszłego tygodnia tyle, że wtedy takie sprzedaże odbywały się w środku sesji. Szykuje się coś bardzo dla byków niedobrego, co pokazuje również niezwykle nieprzekonujące zamknięcie. Niebezpieczne jest to, że po wczorajszych danych inwestorzy oczekują teraz samych dobrych informacji. Najmniejsze rozczarowanie będzie srogo ukarane. Znacznie rośnie również zagrożenie, że dobre dane mogą rozpocząć realizację zysków wzmacniając opór techniczny górnego ograniczenia trendu bocznego. Byłoby to bardzo niebezpieczne dla rynku.

Dzisiaj zaczniemy rano od danych z Eurolandu. Dostaniemy lipcowe indeksy aktywności gospodarczej z Francji i Niemiec oraz całej strefy euro. Prognozy są nieco lepsze od odczytu z poprzedniego miesiąca. Te raporty będą miały chwilowy wpływ na rynki, bo potem zacznie się wyczekiwanie na amerykańskie dane makro, które mogą zadecydować o kierunku indeksów w następnym tygodniu. O 14.30 dotrą na rynek raporty o przychodach i wydatkach Amerykanów w czerwcu (prognoza odpowiednio: +0,3 proc. i + 0,4 proc.). Zostaną jednak przyćmione lipcowym raportem z rynku pracy. Prognoza mówi o tym, że stopa bezrobocia spadnie do 6,3 proc., a ilość zatrudnionych w sektorze pozarolniczym wzrośnie o 10 tys. Na ten raport czekają wszystkie rynki. Pogorszenie sytuacji na rynku pracy byłoby bardzo źle przyjęte, ale jest bardzo mało prawdopodobne (jeśli chodzi o stopę bezrobocia). To jednak nie koniec. O 15.45 Uniwersytet Michigan poda swój ostateczny odczyt indeksu nastroju (prognoza 90,5 pkt.). Po podobnym indeksie Conference Board rynek będzie obawiał się nieprzyjemnej niespodzianki, więc lepszy odczyt zostałby przyjęty z ulgą. Ostatnie dane nadejdą o 16.00. Będą to czerwcowe wydatki na konstrukcje budowlane (prognoza +0,4 proc.) – małe znaczenie dla rynku na tle innych danych z tego dnia. O tej samej godzinie będzie finalne, mocne uderzenie: indeks aktywności części produkcyjnej gospodarki (ISM). Prognoza mówi, że wzrośnie z 49,8 do 51,9 pkt., czyli pokaże, że ta część gospodarki wreszcie rozwija się. Zły odczyt będzie przyjęty bardzo niedobrze, a lepszy niekoniecznie zwiększy popyt na akcje.

U nas wczoraj początek sesji był słaby, ale potem już było lepiej dzięki amerykańskim danym makro. Na początku spadały kursy tych spółek, które były ostatnio liderami wzrostów. Nie było to jednak generalne uderzenie podaży, a rynek był wyraźnie podzielony. Nadal sesja wyglądała tak, jakby ktoś kogoś „karmił” akcjami. Uważam, że zagranica sprzedaje, a OFE kupują. Mają za co - dostały przecież wczoraj 500 mln zł. Takie zachowanie rynku nie jest dobrym sygnałem. Trzeba pamiętać o tym, że duże obroty i małe zmiany indeksów na wysokim poziomie sygnalizują dystrybucję akcji. Nie można wykluczyć, że spekulacyjne fundusze zagraniczne doszły do wniosku, iż u nas jest już drogo i postanowiły zrealizować zyski. Nie oznacza to, że rynek zacznie spadać (szczególnie, jeśli dojdzie do wybicia w USA), ale jest to poważne ostrzeżenie dla chętnych do kupna akcji. Jednak dzisiaj, po dobrych danych o eksporcie, początek sesji może być dobry. Obawiam się, że lepszy niż koniec.