Lepsze od oczekiwań dane o sprzedaży detalicznej w Szwajcarii, nastrojach w
sektorze usług w Wielkiej Brytanii (indeks PMI) i USA (indeks ISM), o poprawie
sytuacji na amerykańskim rynku pracy (raport ADP) oraz silniejszym wzroście
zamówień na dobra trwałe i w przemyśle w USA nie powstrzymały niepewności na
rynkach akcji. Po południu w Europie Zachodniej i USA główne indeksy traciły na
wartości. WIG20 zakończył sesję spadkiem o 0,4 proc.
Na dzisiejszą decyzję
Fed warto spojrzeć z innego punktu widzenia niż tylko czy zakomunikowana
potencjalna nowa transza środków na kolejny etap wykupu aktywów będzie wyższa
lub niższa od rynkowych oczekiwań. Jeśli skrajnie luźna polityka pieniężna ma
pomóc realnej sferze gospodarki, należy zadać pytanie czy społeczne koszty (a
zwłaszcza wpływ wyższych cen na codzienne decyzje milionów gospodarstw domowych
i firm) mają szansę przewyższyć faktyczne korzyści (inne niż nominalny wzrost
wartości portfeli akcji i innych instrumentów finansowych).
Analitycy Goldman Sachs na 29 proc. oceniają szanse, że podstawowa stopa
procentowa zostanie dzisiaj obniżona do poziomu 0 proc. Już przy obecnym
poziomie inflacji oznaczałoby to, że realna stopa procentowa byłaby ujemna,
czyli bank centralny chcąc pomóc osobom nie posiadającym wystarczającej ilości
własnych środków (szukającym kredytu) w rzeczywistości kara bardziej
konserwatywnych i oszczędzających nakładając na nich parapodatek zmuszający do
wydawania pieniędzy (m.in. na inwestycje w akcje czy nieruchomości). Ujemne
stopy procentowe w ujęciu nominalnym w ubiegłym roku wprowadził szwedzki bank
centralny (główna stopa spadła do 0,25 proc.), ekspertymentując z nadzwyczajnymi
instrumentami w nienormalnych warunkach, ale nie można powiedzieć, by ujemne
realne stopy były czymś wyjątkowym. W ciągu 5 z ostatnich 8 lat w USA
rzeczywiste stopy procentowe były niższe niż stopa inflacji, co oznacza, że za
tę samą ilość gotówki można było kupić coraz mniej. Fed nie znajduje się w
równie komfortowej sytuacji, jak indyjski czy australijski bank cenktralny,
które w tym tygodniu zareagowały na drożejące na świecie surowce podnosząc koszt
pieniądza o 25 pkt bazowych, co ma tym większe znaczenie, że jednym z efektów
ubocznych dzisiejszej decyzji FOMC, prawdopodobnie będzie dalszy wzrost cen
surowców.
Na rynkach surowcowych w tym roku gorący kapitał niezwykle szybko
przeskakuje z kwiatka na kwiatek. Po ogromnym zainteresowaniu w ostatnich kilku
miesiącach metalami szlachetnymi i zbożami, obecnie przyszła pora na rynki
bawełny i cukru. Tylko w tym tygodniu bawełna podrożała już o ponad 10 proc., w
ciągu miesiąca o 41 proc., a od lipca jej cena uległa podwojeniu. Kontrakty
terminowe na cukier są obecnie wyceniane o 29 proc. wyżej niż miesiąc wcześniej
i o 62 proc. wyżej niż trzy miesiące temu.
KOMENTARZ PRZYGOTOWAŁ: Łukasz Wróbel, Noble Securities