Rynki amerykańskie bardzo dobrze rozpoczęły miesiąc, który historycznie jest uważany za najgorszy dla akcji w czasie całego roku. Nie można wykluczyć, że są to miłe złego początki. Jednak na razie wzrosty wyglądały bardzo przekonująco. Indeks szerokiego rynku S&P 500 po trzech miesiącach opuścił trend boczny.
Bykom nic nie przeszkadzało. Indeks aktywności części produkcyjnej gospodarki wzrósł bardziej niż prognozowano. Goldman Sachs przedstawił prognozę, zgodnie z którą wydatki na high-tech w bieżącym roku wzrosną. To podniosło kursy producentów komputerów i oprogramowania. Merrill Lynch podniósł rating dla Fannie Mae i Freddie Mac, co podniosło kursy w sektorze finansowym, anulując formację RGR. Nawet znaczny wzrost rentowności obligacji nie podziałał negatywnie na rynek. Ale ja tu właśnie upatruję w przyszłości głównego zagrożenia dla rynku. Na NYSE powstał techniczny sygnał kupna, a S&P 500 ma otwartą drogę do obszaru 1040- -1065 pkt. Rynek wszedł w piątą i ostatnią przed dłuższą korektą falę Elliotta.
Na inwestorów europejskich wyjście indeksów w USA z trendu bocznego musiało podziałać pozytywnie. Pomagały dane makro mówiące o rozwoju sektora usług zarówno w Niemczech i Francji, jak i całym Eurolandzie. Zarówno CAC40 jak i XETRA DAX przełamały swoje ważne poziomy oporu i do końca naszej sesji zanosiło się na to, że zdobyte terytorium będzie utrzymane.
Dzisiaj na rynkach światowych będzie się sporo działo. O 10.00 dowiemy się, jakie było bezrobocie w Niemczech. Prognoza mówi, że pozostanie bez zmian (10,6 proc.), a liczba bezrobotnych wzrośnie o 15 tys. (to skutek różnej metodologii pomiaru). O 12.00 dowiemy się, jakie w lipcu były zmówienia fabryczne w Niemczech (prognoza +0,6 proc. m/m). Jednak wpływ tych danych na giełdy akcji będzie dosyć ograniczony. Ważniejsze mogą być kolejne. O 14.30 z USA nadejdzie cotygodniowy raport o nowo zarejestrowanych bezrobotnych w ostatnim tygodniu (prognoza 395 tys.). Ważne, by liczba zgłoszeń była niższa niż 400 tys. O tej samej porze zostanie podana zweryfikowana wydajność pracy w drugim kwartale (prognoza 6,3 proc.). Ale po dobrych danych o PKB rynek powinien mieć to już w cenach. Dzień zakończą dane o 16.00, czyli lipcowe zamówienia fabryczne (+0,8 proc.) i indeks aktywności sektora usług (ISM) — prognoza mówi o spadku do 62 pkt. Te dane i szereg wystąpień członków Fed (cztery między 18.00 a 21.00) powinny zadecydować o kierunku indeksów giełdowych. W Eurolandzie mamy jeszcze posiedzenie ECB (komunikat o 13.45), ale dziwiłbym się bardzo, gdyby przy rosnącej inflacji i poprawie wskaźników makro bank obniżył stopy. Gdyby jednak stopy niespodziewanie spadły, to rozpocząłby się duży wzrost indeksów.
Polski rynek zachował się wczoraj bardzo nieciekawie. Mimo doskonałej atmosfery na świecie już początek sesji sygnalizował rosnącą chęć do realizowania zysków. Takie bujanie kursami po dużych i emocjonalnych wzrostach nie jest bardzo groźne. Groźne by było, gdyby na dużym obrocie indeks spadł o 2-3 proc., a na świecie zanosiło się na dłuższą korektę. Rynek jest jednak zmęczony i bardzo chce korekty, albo przynajmniej stabilizacji. Można sobie wyobrazić, co by się wczoraj działo, gdyby indeksy w Eurolandzie nie rosły tak mocno. Trzeba pamiętać, że nasze indeksy biły rekordy, gdy światowe pozostały daleko za nimi. Wystarczy, że chęć realizacji zysków przed cyklicznym osłabieniem na świecie (ono może wkrótce nadejść) pojawi się w kilku funduszach inwestycyjnych, by reszta poszła za nimi w stadnym odruchu.
Sygnału sprzedaży jednak nadal nie ma, więc na razie konieczne jest jedynie zachowanie wzmożonej czujności. Wczorajsza sesja jest sporym ostrzeżeniem. Jeśli doda się do tego stanowczo za wysoką dodatnią bazę na kontraktach, to zagrożenie poważną korektą rośnie.