75 proc. ankietowanych uważa zielony wzrost za szansę, a 25 proc. — za mit. Takie rezultaty dało szybkie badanie przeprowadzone wśród uczestników wczorajszej debaty poświęconej koncepcji zielonego wzrostu, która odbyła się w ramach Europejskiego Forum Nowych Idei (EFNI), zorganizowanego w Sopocie przez Konfederację Lewiatan.
— Negatywne głosy są silne. Jednocześnie trzeba coś z tą polityką klimatyczną zrobić, zgodnie z zaleceniem wygłoszonym podczas EFNI przez Guentera Verheugena [byłego komisarza UE, odpowiedzialnego m.in. za przemysł — red.] — podkreślała Małgorzata Bonikowska, partner zarządzający ThinkTanku.
Długa lista zaleceń
Paneliści opracowali więc rekomendacje dla europarlamentarzystów, ale nowych, których wybierzemy w przyszłym roku. Obmyślili takie zalecenia, które mają sprawić, że koszty zielonej energii przestaną zabijać konkurencyjność gospodarek, a w zamian zostać użyte dla podniesienia ich konkurencyjności. — Ważne, aby w europarlamencie było zrozumienie, że zielony wzrost oraz dbałość o środowisko nie mogą być celami samymi w sobie. To tylko jeden z celów. Dlatego apeluję o równowagę na poziomie europejskim — mówił Roman Szyszko, wiceprezes Energi.
Na innowacje nacisk położyłaby Nicola Brandt z OECD.
— Nacisk powinno się kłaść na rozwój konkurencji opartej na innowacyjnych rozwiązaniach, a nie na cenach technologii. Poza tym trzeba mieć w głowie cały czas nadrzędne cele, które powinny przyświecać np. inwestycjom. Takim celem powinno być choćby opracowanie sposobów magazynowania energii — uważa Nicola Brandt.
W ujęciu praktycznym rekomenduje operowanie ceną praw do emisji dwutlenku węgla.
— Z analiz OECD wynika, że to najbardziej efektywny, a jednocześnie najtańszy sposób. Po pierwsze — stymulowałby wykorzystanie technologii niskoemisyjnych, a po drugie — zachęcałby do prac nad innowacjami — argumentowała Nicola Brandt.
Konkurencyjność ważna
Zdaniem Bertranda Le Guerna, prezesa Petrolinvestu, kluczowa jest umiejętność przekonania biznesu do zielonego wzrostu za pomocą pozytywnych argumentów.
— Mówienie, że świata nie stać na nieinwestowanie w zieloną energię, do biznesu nie trafia — stwierdził Bertrand Le Guern. Alexandre Affre z Businesseurope, organizacji reprezentującej europejski biznes, przekonywał z kolei, że choć warto mieć cele klimatyczne, to nie można ich wmuszać. Bo trzeba mieć na względzie konkurencyjność gospodarki europejskiej, która z powodu wymagań klimatycznychtraci w stosunku do innych rynków na świecie.
— Przestrzegam jednak zdecydowanie przed uwagami, że np. Chiny nie przywiązują wagi do zielonego wzrostu. Ten obszar rozwija się tam dynamicznie — oponowała Nicola Brandt. Z zarzutami, że zielona energia ma negatywny wpływ na konkurencyjność gospodarek, nie zgodził się Zbigniew Prokopowicz, prezes wiatrowego Polish Energy Partners.
— Przecież krańcowy koszt produkcji energii z wiatru jest bliski zeru ze względu na brak kosztów paliwa. Dołożyć do tego trzeba rosnącą efektywność instalacji i taniejące technologie. W ciągu dwóch-trzech lat niepotrzebne będzie jakiekolwiek wsparcie dla źródeł wiatrowych — stwierdził Zbigniew Prokopowicz.
Prościej to lepiej
Potrzebne jest też uproszczenie legislacji regulującej inwestycje w zieloną energię, a także języka używanego do ich regulacji — podkreślali eksperci. Zmniejszyłoby to może opór społeczeństwa przed inwestycjami choćby w małe, przydomowe źródła zielonej energii.
— Język jest mało zrozumiały, a do tego rzeczywiście dochodzi jeszcze skomplikowana legislacja — zauważyła Małgorzata Bonikowska.
— Rekomenduję zdecydowanie nacisk na inwestycje w badania i rozwój, a także w działania energooszczędne — deklarował z kolei Zbigniew Bochniarz, profesor w Evans School of Public Affairs na uniwersytecie w Waszyngtonie.