Dobre wyniki spółek z USA nie wystarczą

Roman Przasnyski
opublikowano: 2010-07-16 00:00

Bardzo dobre wyniki publikowane przez kolejne amerykańskie firmy okazują się niewystarczającym motorem wzrostów na giełdach. Trudno się temu dziwić, skoro jednocześnie pojawiają się coraz bardziej wyraźne sygnały, że wzrost gospodarczy w wielu krajach może nie sprostać oczekwianiom. Wczoraj bardzo dobry raport JP Morgan konkurował z informacjami o ochłodzeniu w chińskiej gospodarce oraz mieszanymi informacjami ze Stanów Zjednoczonych.

Nieznacznie mniejsza niż się spodziewano liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych i sięgający 0,1 proc, wzrost produkcji przemysłowej nie mogły inwestorów powalić na kolana. Tym bardziej że towarzyszyły mu gorsze dane dotyczące aktywności gospodarczej w rejonie Nowego Jorku i Filadelfii oraz informacje o obniżeniu prognozy wzrostu PKB przez Fed.

Początek czwartkowej sesji na warszawskiej giełdzie przebiegał pod znakiem bardzo niewielkich wahań wartości indeksów wokół poziomu osiągniętego w trakcie środowego fixingu. W pierwszych kilkudziesięciu minutach WIG20 poruszał się w bardzo wąskim przedziale zaledwie 10 punktów. Atakowanej w środę bariery 2400 punktów nie był w stanie pokonać, choć brakowało do tego niewiele. Około południa indeks dwukrotnie przedostał się na krótko powyżej 2400 pkt, jednak za każdym razem napotykał trudność z utrzymaniem się tam na dłużej.

Z sił opadły walory banków, które były motorem wzrostów w środę. Początkowo znajdowały się nieznacznie pod kreską, później zaś zwyżkowały jedynie o dziesiąte części procenta. Sytuację ratowały walory KGHM, Lotosu, zwyżkujące o ponad 1 proc., chwilami wspierane przez PZU. Niejednoznaczne dane, napływające zza oceanu nie sprzyjały kontynuacji wzrostów. Indeksy poruszały się więc dość leniwie w oczekiwaniu na początek notowań na Wall Street. WIG20 zakończył dzień wzrostem o 0,25 proc., wskaźnik szerokiego rynku zyskał 0,16 proc., mWIG40 wzrósł o 0,1 proc., zaś sWIG80 zmniejszył swoją wartość o 0,2 proc. Obroty wyniosły zaledwie 777 mln zł.

Indeksy po kilkudniowej fali zwyżek, napędzanej nadziejami na dobre wyniki amerykańskich spółek, utknęły nie tylko w Warszawie, ale i na pozostałych światowych parkietach. Teraz inwestorzy zastanawiają się, czy reagować na korzystne dane mikroekonomiczne, czy raczej na coraz bardziej niepokojące sygnały ze sfery makroekonomii. Gdy minął strach o Europę, pojawiły się obawy o stan gospodarki amerykańskiej, sygnalizowane także przez Fed. Nadzieje związane z chińską lokomotywą zostały poważnie ostudzone. Rysujące się niedawno perspektywy wzrostu na giełdach stają się coraz bardziej niepewne. Widać to było wyraźnie wczoraj, po reakcji inwestorów z Wall Street na mieszankę danych makro.