Jak szacują analitycy Gartnera, co piątą złotówkę przeznaczoną na oprogramowanie biznesowe firmy zainwestują w tym roku we wprowadzanie, rozbudowę bądź ujednolicenie systemów do zarządzania przedsiębiorstwem. A na rozwiązania klasy ERP decydują się już nie tylko rekiny rynku, ale
coraz częściej także szczupaki i płotki. Czy to powód do euforii? Nie dla kogoś, kto zapoznał się z wynikami badań realizowanych od 2006 r. przez Panorama Consulting (PC). Eksperci tej instytucji przeanalizowali około 2 tys. wdrożeń w 61 krajach. I okazało się, że co trzecie przedsięwzięcie się nie zwraca. A tylko 7 proc. ankietowanych decydentów mogło z czystym sumieniem stwierdzić, że nowe oprogramowanie zmniejszyło koszty pracy.
Renoma kontra niepewność
Dlaczego ERP-owe inwestycje tak często kończą się rozczarowaniem? Według specjalistówPC, wynika to ze złego przygotowania i organizacji prac, a także z nadmiernego obciążenia kluczowych uczestników projektu. Z kolei Mariusz Pawłowski, partner zarządzający w Optima Partners, wskazuje jeszcze jeden ważny powód: oferowanie różnym firmom tych samych lub bardzo podobnych narzędzi IT. Na szczęście wielu menedżerów i przedsiębiorców doskonale zorientowanych w nowinkach IT i w bogatej ofercie rynkowej oczekuje rozwiązań skrojonych na miarę.
— Biorąc pod uwagę przesycenie rynku, postępującą globalizację i coraz większą wiedzę klientów, dostawcy programów ERP powinni zrewidować dotychczasową strategię i dopasować swoje systemy do potrzeb i oczekiwań firm — wskazuje Mariusz Pawłowski.
Dużo zależy od rzetelnej analizy przedwdrożeniowej, która pozwala rozpoznać potrzeby przedsiębiorstwa. Pominięcie tego etapu grozi tym, że firma zafunduje sobie narzędzie zupełnie niedopasowane do jej specyfiki. Czy projekt przyniesie oczekiwane korzyści, jeśli jego realizację powierzy się renomowanej firmie?
Taką strategię stosują zwolennicy sprawdzonych rozwiązań. Wieloletnie doświadczenie stawiają ponad nowość. Przyświeca im zasada: „Nikt nigdy nie został zwolniony za zakup sprzętu IBM”, dziś zresztą już nie zawsze prawdziwa. Bo jak się nie spodziewać niezadowolenia pracodawcy, jeśli płaci się wygórowaną stawkę u topowego producenta lub sprzedawcy, a porównywalny poziom obsługi zapewni mniej znany partner?
Zasada ograniczonego zaufania
Często sprzedawcy zachwalają system, a wdrożeniowcy dopiero w firmie uczą się jego wdrażania, postępowania z klientami, rozwiązywania problemów. Dlatego zanim się skorzysta z usług partnera o jeszcze nieugruntowanej pozycji na rynku, trzeba go dobrze prześwietlić. Inaczej wdrożenie może się okazać nieefektywne lub będzie trwało znacznie dłużej niż zakładano, przez co znacznie przekroczy się budżet. Jak pokazuje cytowany raport PC, w terminie udaje się zamknąć jedynie 28 proc. inwestycji.
Tylko co dziesiąty najbardziej rozbudowany projekt kończy się przed prognozowanym czasem, a opóźnione są niemal dwa na trzy przedsięwzięcia. Według Edyty Kozek, odpowiedzialnej w spółce Comarch za rozwiązania ERP, polscy klienci jednak dokładnie analizują informacje o dostawcy.
— Zaobserwowaliśmy, że na decydującym etapie rozmów ogromne znaczenie oprócz cech samego produktu ma mocna pozycja rynkowa producenta, wynikająca z dużej liczby zakończonych sukcesem wdrożeń. Ważne jest też dla klienta, by projekty obejmowały firmy z branży pokrewnej do tej, w której on działa — podkreśla Edyta Kozek.
— Warto się przyjrzeć, jakie komponenty, standardy i technologie zastosuje dostawca. Ale i te informacje, potwierdzone rekomendacjami producentów IT, nie wystarczą. Bo rozwiązanie, które sprawdziło się w jednej spółce, w innej może nie zdać egzaminu. Jeśli klient nie umie sam sprawdzić oferty, powinien rozważyć skorzystanie z usług niezależnych ekspertów — podpowiada Maciej Majewski, prezes spółki Pentacomp Systemy Informatyczne.
