Teraz ponownie powróciliśmy w te okolice, które bazują na minimum z połowy września. Złoty jest silny, bo kurs EUR/USD stoi przy tegorocznych maksimach (1,20), a na globalnych rynkach mamy dobry sentyment premiujący bardziej ryzykowne aktywa.
Niemniej polska waluta mogłaby być silniejsza – od miesiąca widać, że EUR/PLN nie ma nawet odwagi zbliżyć się do kluczowego wsparcia przy 4,45 zł, nie mówiąc o jego naruszeniu. Tracimy na zamieszaniu wokół unijnego budżetu, chociaż może tego tak nie widać – niemniej ryzyko polityczne wzrosło i zaczyna być jednym z kluczowych determinantów dla globalnych inwestorów. Wprawdzie większość ma nadzieję na polityczny konsens za sprawą niemieckiej prezydencji w UE, ale scenariusz pominięcia Polski i Węgier przy wypłatach środków z mającego ruszyć w styczniu tzw. funduszu naprawczego, jest stanowczo zbyt mało wyceniany przez inwestorów.
Nie bądźmy zatem nadmiernie zaskoczeni sytuacją w której złoty w grudniu osłabi się przy relatywnie stabilnym EUR/USD, chociaż również tutaj możliwa jest korekta. Na przełomie sierpnia i września, kiedy mieliśmy poziomy zbliżone do obecnych, decydenci z Europejskiego Banku Centralnego byli dość aktywni, zwracając uwagę na fakt nazbyt drogiego euro. Teraz przed zaplanowanym na 10 grudnia posiedzeniem na którym mają zapaść ważne decyzje jest cicho, co jest zastanawiające.