Jest taki skład orzekający Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA), który często doprowadza pełnomocników stron do łez. W sumie służy to dobru wspólnemu, bo przynajmniej pełnomocnicy przez dwa lata funkcjonowania NSA w obecnym kształcie nauczyli się pisać skargi kasacyjne z powołaniem się na właściwe przepisy — czyli na prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi zamiast na kodeks postępowania administracyjnego. To znacznie zmniejszyło liczbę składanych bezzasadnych kasacji, a co za tym idzie, usprawniło pracę wymiaru sprawiedliwości.
Niedawno się okazało, że metoda NSA sprawdza się też nieźle w dochodzeniu do prawdy. Oto spółka Inco-Veritas miała markę środków myjących Flesz, objętą ochroną do 2013 r. Pewna znana warszawska kancelaria patentowa spróbowała udowodnić, że znak nie jest używany i rejestracja na rzecz Inco blokuje tylko uzyskanie praw do niego komu innemu.
Kancelaria nie kryła, że zamierza zarejestrować Flesza dla siebie. Nie miała zresztą innego wyjścia, bo wniosek o rejestrację świadczył o tzw. interesie prawnym, bez którego nie mogłaby się starać o markę. Pytanie — po co kancelarii patentowej marka chemii gospodarczej? — zbywała milczeniem.
Sprawa dotarła do NSA, a ten nie bardzo dawał się przekonać. Sędziowie przycisnęli też przedstawicielkę kancelarii. Wyznała w końcu: tak, istniała tajna umowa kancelarii z wielkim koncernem chemicznym, na mocy której kancelaria miała odebrać Inco markę i sprzedać ją koncernowi.
Żaden sąd nie lubi, kiedy zataja się przed nim okoliczności istotne dla ustalenia stanu faktycznego sprawy.
Czy to są kpiny z sądu? Czy sąd ma orzekać na podstawie jakichś tajnych umów mających wpływ na stan faktyczny sprawy? W całej karierze nie widziałem zachowania podobnie niegodnego zawodu rzecznika i radcy — punktował sędzia przewodniczący i zażądał ujawnienia utajnionego klienta. Gdy to nastąpiło, werdykt był jasny. Sprawa formalnie wróci do pierwszej instancji, lecz będzie formalnością — sąd wojewódzki zdecyduje tylko, czy ją umorzyć, czy oddalić pierwotną skargę kancelarii na decyzję odmawiającą wygaszenia marki Inco.
A morał z tego taki: nie warto łgać przed sądem, bo jak mawia ten sam sędzia przewodniczący — przepraszam, że sąd jest dociekliwy i uciążliwy, ale sąd jest tu po to, żeby wyjaśnić prawdę.
Sygnatura sprawy w NSA: IIGSK 195/05