Dobrzy i źli kowboje

Rozmawiał Mirosław Konkel
opublikowano: 2015-07-07 22:00

ROZMOWA Z Z PAWŁEM JAKUBEM DAWIDKIEM Z WHEEL SYSTEMS

Uchodzą za cyfrowych włamywaczy, a to dzięki nim w sieci jest bezpieczniej.

JASNA STRONA MOCY:
JASNA STRONA MOCY:
Hakerzy nie po to udowadniają, że można zdalnie zabić człowieka z rozrusznikiem serca, by faktycznie to robić, ale żeby pokazać producentom takich urządzeń, gdzie tkwi błąd — mówi Paweł Jakub Dawidek, dyrektor ds. technicznych w Wheel Systems.
ARC

„Puls Biznesu”: W powszechnym mniemaniu haker to cyberprzestępca, który chce nas okraść z pieniędzy lub cennych danych, a przynajmniej utrudnić lub uniemożliwić obsługę komputera czy smartfonu. Podobno hakerzy się za taką definicję obrażają? Paweł Jakub Dawidek, dyrektor ds. technicznych w Wheel Systems: Jak w westernach są źli i dobrzy kowboje, tak w cyfrowym świecie działają crackerzy i hakerzy. Jedni i drudzy poszukują luk i błędów w systemach operacyjnych, oprogramowaniu, sprzęcie komputerowym. Ale różnią się intencjami. Pierwsi szkodzą użytkownikom, najczęściej mając na względzie zysk. Drugich napędza chęć bezinteresownego zaangażowania w słuszną sprawę: majstrują przy rozwiązaniach teleinformatycznych, aby pokazać producentom IT dziury w zabezpieczeniach i zmobilizować ich do wprowadzania poprawek.

Twórcy software’u nie mogą sami wyeliminować niedoskonałości swoich produktów?

Oprogramowanie często powstaje na masową skalę, pod presją czasu i kosztów. Producenci nie udzielają na aplikacje gwarancji, a tylko nieliczni publikują kod źródłowy. Wpływa to na jakość i bezpieczeństwo softu. Błędów bezpieczeństwanie znajdziemy podczas standardowych testów — program może działać poprawnie i zgodnie ze specyfikacją, a przy tym być dziurawy jak sito. Hakerzy są po to, by obnażyć niekompetencję twórców oprogramowania. Udowadniają im, że o bezpieczeństwo warto dbać, bo jego lekceważenie uderza w ich wizerunek.

Czyli hakerzy są branży IT potrzebni?

Wielkie korporacje są skłonne zatrudniać hakerów i sowicie wynagradzać. To zazwyczaj specjaliści z wiedzą, którą może się pochwalić niewiele osób na świecie. Raport firmy analitycznej Gartner wskazuje, że w 2014 r. na ochronę informatyczną wydano prawie 71 mld dolarów i wydatki te powinny rosnąć. Dotyczy to także administracji państwowej i wojska. W styczniu zeszłego roku Ministerstwo Obrony Narodowej ogłosiło chęć stworzenia Centrum Operacji Cybernetycznych mającego przeciwdziałać cyfrowym zagrożeniom. Resort poinformował przy tym, że będzie zatrudniał cywilnych hakerów z powodu ich wiedzy i doświadczenia.

Podobno crackerzy coraz częściej współpracują z grupami przestępczymi. Hakerzy też łączą siły?

Jak najbardziej. W informatyczno-hakerskim świecie popularne są hackatony, czyli trwające zwykle 48 godzin maratony programistyczne. A nawet, jeśli ci informatycy działają indywidualnie, to chętnie dzielą się wiedzą o błędach, jakie wykryli w oprogramowaniu i systemach operacyjnych. Przykładem może być założona w 1993 r. internetowa grupa dyskusyjna BugTraq. Dziś jest uznanym źródłem wiedzy o bezpieczeństwie komputerowym, ma 27 tys. subskrybentów — najczęściej specjalistów. Można się tam też wymieniać pomysłami na zapewnienie bezpieczeństwa komputerów i sieci informatycznych.

Czy wśród wybitnych hakerów są też Polacy?

Jeden z najbardziej znanych rodaków w tej branży ukrywa się pod pseudonimem Gynavel Coldwin. Pracuje dla jednej z największych korporacji IT na świecie, ale po godzinach nie przestaje zajmować się programowaniem. Wyszykuje w nim błędy i odnotował wiele sukcesów na tym polu. Wraz z kolegą po fachu znanym jako j00ru w kwietniu 2010 r. znalazł sześć poważnych błędów w systemach Windows, które potem zostały załatane przez Microsoft. Duet ten stworzył również inne exploity, czyli programy wykorzystujące błędy, na system Windows, które firma potem załatała. Polskie zespoły hakerskie znajdowały także błędy w programie Acrobat Reader i czytniku plików PDF wbudowanym w Google Chrome. Warto też wspomnieć o chyba najpopularniejszym polskim hakerze o pseudonimie „Lcataf”— znalazł on błąd, o którym wspomina się w filmie „Matrix”.