Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW) przedstawiło projekt nowelizacji ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym. Najważniejsza z proponowanych zmian: wprowadzenie doktoratów o charakterze wdrożeniowym, które będą realizowane pod jednoczesną opieką promotora w jednostce naukowej oraz przedstawiciela biznesu, np. pracownika komórki badawczo-rozwojowej w wybranym przedsiębiorstwie.

Pobudzić naukowców
Propozycje zmian ustawowych wzorowane są na doświadczeniach m.in. duńskich, gdzie tego typu doktoraty można robić od 1971 r., i francuskich (formuła została wprowadzona w 1981 r.). Ich efektem było zwiększenie aktywności patentowej przedsiębiorstw oraz wzrost liczby zatrudnionych w firmach pracowników. MNiSW podaje, że absolwenci programu doktoratów wdrożeniowych realizowanych w obszarze nauk technicznych, ścisłych i przyrodniczych osiągali też dochody o blisko 10 proc. wyższe od absolwentów tradycyjnych studiów doktoranckich. W Polsce takie rozwiązanie mogłoby wpłynąć na zacieśnienie współpracy na linii nauka — biznes. Obecnie kooperacja tych dwóch środowisk jest nikła, a wydatki przedsiębiorstw na prace B+R sięgają ledwie 0,44 proc. PKB.
Uczelnia lub biznes
Resort nauki wychodzi więc z propozycją połączenia pracy zawodowej z naukową. Uczestnikom programu doktoratów wdrożeniowych zapewni stypendia w wysokości blisko 2,5 tys. zł brutto, czyli w kwocie równej minimalnemu wynagrodzeniu zasadniczemu asystenta. Natomiast firmy, dla których będą oni prowadzili prace B+R, będą mogły — zgodnie z tzw. ustawą o innowacyjności z 6 października — odliczyć od podstawy opodatkowania 50 proc. kosztów osobowych związanych z zatrudnieniem takiej osoby. Od uczelni doktoranci otrzymają wsparcie naukowe i możliwość korzystania z aparatury badawczej.
Doktorat wdrożeniowy będzie mogło robić nie więcej niż 500 osób rocznie. Co potem? Przed uczestnikami programu otworzą się dwie ścieżki zawodowe: naukowa i biznesowa. W przypadku pierwszej doktoranci mają być traktowani na równi z osobami realizującymi tradycyjny model naukowy.
— Chcielibyśmy, aby osoby uczestniczące w programie wracały na uczelnię i stawały się od razu pełnoprawnymi członkami wspólnoty akademickiej, tak jak doktorzy habilitowani, i mieli wpływ na kształt studiów i decyzje administracyjne podejmowane na uczelniach — mówi Piotr Dardziński, wiceminister nauki.
W myśl projektu stopień doktora habilitowanego za wdrożenia będzie można uzyskać, posiadając m.in. pięcioletnie doświadczenie w prowadzeniu działalności B+R oraz udokumentowane osiągnięcia związane z opracowaniem oryginalnego rozwiązania projektowego czy technicznego — lub rozwiązaniem istotnego problemu społecznego.
Szersze kompetencje
Proponowane przez ministerstwo rozwiązanie ma wpłynąć na zmianę reguł funkcjonujących obecnie na krajowych uczelniach. Wciąż zbyt rzadko współpracują one z przemysłem.
— Chcielibyśmy maksymalnie szybko wypromować nową kadrę naukową, która posiada kompetencje zarówno naukowe, jak i praktyczne — zaznacza Piotr Dardziński. Jego zdaniem, projekt stanowi odpowiedź na postulaty zgłaszane przez przedsiębiorców, ale także samych naukowców, zwłaszcza młodych.