Dolar najdroższy od pięciu miesięcy

Kamil Zatoński
opublikowano: 2005-04-26 00:00

Złoty nadal słabnie i nic nie wskazuje na to, że coś się zmieni. Wczoraj za dolara płacono prawie 3,25 zł, a za euro — 4,20 zł.

Niepewność co do wyniku głosowania nad rozwiązaniem Sejmu, rosnące obawy o wynik referendum konstytucyjnego we Francji, niższy od oczekiwań niemiecki wskaźnik nastrojów niemieckich przedsiębiorców Ifo oraz słabsze krajowe dane o sprzedaży detalicznej w marcu powodują, że złoty stopniowo traci moc. Wczoraj rano dolar był najdroższy od pięciu miesięcy (blisko 3,25 zł), a za euro znów płacono ponad 4,20 zł.

Wybory w tle

— To kluczowy poziom. Dopóki jednak notowania nie zamkną się powyżej 4,20 zł, nie będzie można mówić o kontynuacji trendu spadkowego i otwarciu drogi do wyższych poziomów — uważa Przemysław Magda, analityk Banku Handlowego.

— Dopóki nie wyjaśni się, kiedy będą wybory, trudno liczyć na powrót kursu do 4 zł za euro. Sądzę, że nastąpi to dopiero pod koniec roku — twierdzi Bartosz Pawłowski, ekonomista ING BSK.

Powodów do zadowolenia nie mają także ci, którzy zaciągnęli kredyty we frankach szwajcarskich, walucie, która w ciągu zaledwie kilku dni podrożała o 3 proc., do 2,72 zł. To konsekwencja spadającego kursu EUR/USD. Wczoraj za wspólną walutę na rynkach światowych płacono znów poniżej 1,30 USD.

Wrażliwi w odwrocie

Analitycy zwracają jednak uwagę, że wahania kursu euro do dolara coraz słabiej przekładają się na notowania złotego.

— Nie ma już takiej korelacji między kursem EUR/USD i EUR/PLN, jak jeszcze miesiąc temu. To dlatego, że ci inwestorzy zagraniczni, którzy byli najbardziej wrażliwi na ruchy relacji głównych walut, już wyszli z rynków wschodzących — mówi Przemysław Magda.

Potwierdzeniem jest zachowanie cen obligacji, które trzymają się dość mocno. Jeszcze kilka tygodni temu w ślad za deprecjacją złotego szły spadki cen papierów dłużnych, co wyraźnie wskazywało na zagranicznych graczy jako sprzedających.