Zmiana trendu na rynku dolara ucieszy niektórych giełdowych
eksporterów. Zobaczymy, czy na długo
Tak dynamicznego umocnienia amerykańskiej waluty inwestorzy nie widzieli od ponad dwóch lat. W skali tygodnia kurs EUR/USD spadł o ponad 3 proc., przebijając z impetem dolne ograniczenie kanału 1,53-1,60, w którym poruszał się od początku marca. Co to oznacza dla krajowych inwestorów i giełdowych spółek? Jednych to ucieszy, drugich zasmuci.
Umocnienie dolara to reakcja na wypowiedzi Jeana Claude’a Trichata, szefa Europejskiego Banku Centralnego. Wyraził on obawy nie tylko o inflację, lecz także o ryzyko spowolnienia gospodarczego. A to zwiększa prawdopodobieństwo obniżek stóp procentowych w Eurolandzie. Jednocześnie za oceanem prędzej dojdzie do podwyżki, choć na pewno nie szybko.
Globalni inwestorzy ruszyli więc do przebudowy portfeli. Pozbywali się walut (np. właśnie euro czy złotego), w których denominowane aktywa są co prawda wciąż wysoko oprocentowane, ale wobec których istnieje spore prawdopodobieństwo, że już wyżej oprocentowane nie będą. Trzy grosze dołożył też Bank Czech, który niespodziewanie obniżył stopy procentowe o 25 pkt. baz., a miał apetyt nawet na większe cięcie.
Na finiszu ubiegłego tygodnia można więc było zaobserwować nie tylko szybki spadek kursu EUR/USD, lecz także USD/PLN (o 8 groszy tylko w piątek). W mniejszym stopniu przeceniono EUR/PLN oraz CHF/PLN. Według analityków, taka tendencja może się jeszcze przez jakiś czas utrzymać, choć — jak podkreślają — po tak gwałtownym ruchu może dojść do równie gwałtownego odwrotu.
Dla giełdowych inwestorów zmiany w trendach walut nie są jednoznaczne. Bo choć dolar szybko się umocnił, to w piątek nie znalazło to odzwierciedlenia w notowaniach ropy naftowej. Tam spadek wyhamował tuż pod poziomem 120 USD za baryłkę. Nie można jednak wykluczyć, że obawy o stan gospodarki światowej zepchną surowce dalej w dół. Gdyby tak się stało, ulgę powinna odczuć większość firm, w tym polskie rafinerie czy PGNiG. Słabszy złoty poprawi też humory eksporterom. Już w piątek przebudziły się notowania m.in. Cersanitu, Biotonu czy Groclinu, a więc spółek, które istotną część sprzedaży rozliczają w dolarach.
Krajowych indeksów zmiany na rynkach walutowych jednak nie podniosły. Nie należy zapominać, że spowolnienie w strefie euro oznaczać będzie mniejsze zamówienia w polskich przedsiębiorstwach (sygnalizowała to m.in. branża meblarska). A im szybciej to nastąpi, tym prędzej przyjdzie ostre hamowanie polskiej gospodarki. Jeśli dołożyć do tego ryzyko przedłużenia się stagnacji za oceanem, szybko może się okazać, że impuls ze strony walut nie będzie miał istotnego wpływu na rynki akcji. Zwłaszcza że w przeszłości złoty i WIG szły raczej swoimi ścieżkami.