DOLAR WSZEDŁ NA KURS WZNOSZĄCY
Pod ciężarem złych informacji amerykańska waluta może wspiąć się na poziom 4 zł
NIE JEST TAK ŹLE: Można mówić o spowolnieniu gospodarczym, ale nie o recesji. Przejściowo będzie trochę gorzej, ale w drugim półroczu nastąpi ożywienie — uważa Krzysztof Rybiński z ING Barings.
fot. Marcin Wegner
Wczoraj dolar był najdroższy od 1995 roku. Uczestnicy rynku nie widzą pozytywnych sygnałów makroekonomicznych, które mogłyby w najbliższym czasie zatrzymać dalszy spadek wartości naszej waluty. Nie dostrzegają jednak zwiastunów długotrwałego kryzysu.
W poniedziałek złoty wystartował z niskiego poziomu — 1,10/0,84-proc. odchylenia od parytetu Narodowego Banku Polskiego. Rano za dolara płacono 3,8750/850 zł, a za euro — 4,2580/650 zł. Na koniec sesji odchylenie wyniosło 1,21/1,07 proc. Jeszcze w piątek było to 1,85/1,71 proc.
Na zamknięcie kurs dolara wzmocnił się do 3,8780/00 zł (w piątek wynosił 3,8160/00 zł). Kurs euro osłabł do 4,2529/19 zł (w piątek: 4,2580/50 zł).
Makroekonomia siadła
Na tak znaczne osłabienie naszej waluty wobec dolara wpłynęło wiele czynników. Po redukcji stóp procentowych złotego osłabiły wzrost deficytu obrotów bieżących i rosnący deficyt budżetowy. Piątkowe dane o spadku produkcji przemysłowej oraz wzrost cen produkcji spowodowały, że analitycy przewidywali dalsze spadki. Wczoraj Główny Urząd Statystyczny poinformował o wzroście bezrobocia. W styczniu wzrosło ono w porównaniu z grudniem o jeden punkt procentowy (do 11,4 proc.).
Nagromadzenie tylu negatywnych czynników w jednym kraju i w jednym czasie powoduje, że inwestorzy zagraniczni zaczęli uciekać od naszych papierów.
— Polska przestała być atrakcyjnym miejscem do inwestowania. 10-11-proc. rentowność papierów skarbowych nie kusi, skoro w ciągu kilku tygodni można stracić połowę. Już lepiej inwestować na 5 proc. w znacznie stabilniejszych Stanach Zjednoczonych — mówi Mariusz Potaczała z warszawskiej firmy Treasury Management Services.
To przejściowa choroba
Czy może dojść do poważnego załamania polskiej gospodarki?
— Jeśli spojrzymy na wszystkie czynniki nie analizując ich, to sytuacja gospodarki wygląda tragicznie. Ale naprawdę nie jest aż tak źle — pociesza Krzysztof Rybiński, główny ekonomista ING Barings.
Jego zdaniem, wzrost dolara w stosunku do złotego wynika głównie ze wzmocnienia zielonego w stosunku do euro, a to jest efektem tylko chwilowego osłabienia gospodarki niemieckiej. Również spadek produkcji przemysłowej nie daje powodów do alarmu. Jeśli zaś chodzi o wzrost bezrobocia, to wynika on głównie z tego, że wiele osób działających w szarej strefie, wraz z wprowadzeniem kas chorych zarejestrowało się jako bezrobotni.
Złoty pod napięciem
Uczestnicy rynku walutowego nie mają jednak złudzeń, że najbliższe tygodnie będą dla złotego niezwykle trudne.
— Myślę, że kurs złotego zbliży się do poziomu parytetu, a nawet go przebije o około 1 proc. Na wiosnę kurs powinien się ustabilizować, ale na powrót optymizmu trzeba poczekać do maja-czerwca — uważa Mariusz Potaczała.
— Zagraniczni inwestorzy nadal pozbywają się polskich papierów skarbowych. Jeśli złoty przebije poziom 3,9 zł za dolara, to może się zbliżyć nawet do wysokości 4,0 zł za dolara — przewiduje dealer walutowy z dużego zachodniego banku.
Więcej spokoju zachowuje Krzysztof Graczyk, dyrektor generalny w warszawskim biurze Harlow Butler.
— Już dawno opinie na temat dalszych zmian kursu złotego nie były tak podzielone. Część analityków twierdzi, że ze względu na wskaźniki makroekonomiczne, oraz rozchwianą sytuację polityczną i prawdopodobne zmiany w rządzie inwestorzy na dłużej stracą zaufanie do złotego. Ja wierzę, że jest to chwilowe osłabienie i złoty umocni się w związku z planowanymi prywatyzacjami i napływem kapitału zagranicznego — mówi Krzysztof Graczyk.
Piotr Burza, MK