Nawet oczekiwanie na dobre dane makro z USA nie zatrzymały wczoraj spadku dolara do rekordowego poziomu 1,3643 USD za euro. Z pewnością jednak utrudniły zwycięski marsz wspólnej waluty. Dzięki temu i nasz złoty krążył w bardzo wąskim paśmie. Kurs euro oscylował w okolicach 4,05 zł, a dolara 2,97 zł. O godz. 16.20 dolar wyceniany był na 2,9750 zł, a wspólna waluta na 4,0550 zł (odchylenie: –16,60 proc.). Wsparcie dla euro znajduje się na poziomie 4,04 zł. Sygnałem sprzedaży złotego byłoby przełamanie w górę poziomu 4,18 zł. Dolar ma wsparcie na 2,94 zł. Wstępnym sygnałem sprzedaży złotego byłoby przełamanie przez niego pułapu 3,07 zł.
We wtorek nadal nie pracowały rynki finansowe Londynu, więc przed pobudką w USA niewiele się działo. Dolar zdążył jednak zaliczyć dno wszech czasów na poziomie 1,3643 USD za euro. Inwestorzy pamiętali, że w poprzedni poniedziałek zaczął się osłabiać po otwarciu rynków w USA, więc obawiali się powtórki tego samego scenariusza. Jedyną poważną daną makro był grudniowy indeks zaufania konsumentów podawany przez Conference Board. Przed końcem roku nastroje z reguły się poprawiają, więc nic dziwnego, że indeks w grudniu wzrósł, ale i tak nie pomógł ani dolarowi, ani akcjom. O godz. 16.20 euro kosztowało 1,3625 USD, a dolar wyceniany był na 103,05 JPY. Kurs euro wybił się z prowzrostowej flagi i ruszył ku strefie oporu 1,37–1,38 USD. Najbliższe wsparcie jest na połowie białej świecy na poziomie 1,345 USD.
W środę dane makro nie powinny mocno wpłynąć na rynki finansowe. Raport o sprzedaży domów na rynku wtórnym w USA zazwyczaj nie powoduje żadnej reakcji. Tym razem też tak powinno być, o ile nie zobaczymy dużego spadku sprzedaży. Zmiana zapasów paliw w USA także nie powinna wpłynąć na rynki. Cena ropy zmienia się ostatnio tak gwałtownie, że zaczyna być pomijana w bieżących decyzjach inwestycyjnych.