Dolarowe obligacje Polski testem na zaufanie rynku

ING Bank Śląski Spółka Akcyjna
opublikowano: 2002-06-25 18:08

WARSZAWA (Reuters) - Pierwsza od 1997 roku emisja obligacji denominowanych w dolarach będzie kluczowym testem dla Polski, której gospodarka przeżywa trudne chwile, a rząd i bank centralny pozostają w ostrym sporze.

Polska chce za pośrednictwem banków JP Morgan i Schroder Salomon Smith Barney zaoferować inwestorom 10-letnie obligacje o wartości 750 milionów dolarów. W zeszłym tygodniu ofertę przedstawiono inwestorom europejskim, a w tym przedstawiciele Polski polecieli do USA.

Jednak polskie obligacje tracą na wartości, a ich rentowność wzrosła od kwietnia o 15 punktów bazowych w porównaniu z niemieckimi obligacjami federalnymi. Podobny spadek przeżyły aktywa na wszystkich rynkach wschodzących.

Mimo że zmiana była relatywnie mała, to i tak stanowi ona złamanie dotychczasowego trendu, według którego przy spadku wartości papierów z innych rynków wschodzących polskie obligacje umacniały się.

"Pogarsza się sytuacja w Ameryce Łacińskiej" - powiedział dealer jednego z niemieckich banków. "Spór wokół banku centralnego też nie służy polskim papierom" - dodał.

W ubiegłym roku polska gospodarka niemal przestała się rozwijać, bo bardzo wysokie stopy procentowe stłumiły popyt wewnętrzny, a globalne spowolnienie zaszkodziło polskiemu eksportowi. Bank centralny nie zgodził się jednak na żądania rządu, by drastycznie obniżyć koszty pieniądza.

Ugrupowania rządzące chcą w związku z tym ograniczyć niezależność banku centralnego i wymóc na nim redukcje stóp.

"Zarządzanie polityką monetarną jest fatalne, a wzrost najniższy w regionie" - powiedział Tim Ash, analityk z banku Bear Stearns.

We wtorek odbyły się protesty OPZZ-u i Samoobrony, jednak nie były one tak liczne i gwałtowne jak się obawiano.

Jeden z francuskich zarządzających funduszami powiedział, że gdyby Polska nie należała do grona 10 kandydatów aspirujących do Unii Europejskiej, jej obligacje znacznie straciłyby na wartości.

"Gdyby to był inny region, inwestorzy nie byliby tacy cierpliwi. My nie inwestujemy już w Polsce, ponieważ uważamy że premia za ryzyko nie jest wystarczająco wysoka" - powiedział.

"Polski dług jest drogi z powodu tzw. 'funduszy konwergencyjnych'" - dodał.

Chodzi o fundusze lokujące pieniądze wyłącznie w krajach Europy Środkowej, które restrukturyzują swoje gospodarki, by przystosować je do warunków panujących w UE.

Fundusze te stały się bardzo popularne wśród niemieckich i włoskich inwestorów detalicznych, którzy osiągnęli duże zyski w latach 90-tych, kiedy to rządy Włoch, Grecji i Portugalii starały się obniżyć swoje zadłużenie, by wejść do strefy euro.

Te same fundusze w popłochu pozbywały się obligacji z Ameryki łacińskiej, z powodu strat jakie poniosły w wyniku kryzysu argentyńskiego w 2001 roku.

IGNOROWANIE RYZYKA

Ponieważ jednak wejście Polski do UE wciąż jest procesem politycznie niepewnym, niektórzy inwestorzy obawiają się, że kalendarz rozszerzenia Unii może ulec opóźnieniu.

Francuski zarządzający uważa, że rynek nie bierze na serio pod uwagę, by jakikolwiek przywódca unijny mógł powiedzieć, że rozszerzenie "piętnastki" nie jest obecnie głównym priorytetem UE.

Wspomniany fund manager szacuje, że rentowność polskich obligacji 10-letnich, która jest obecnie o 95 punktów bazowych wyższa niż rentowność obligacji niemieckich, wzrosłaby o 50 punktów w przypadku ewentualnego opóźnienia integracji.

Większość analityków jest jednak zdania, że zarówno Polska jak i Unia znajdą sposób, by doprowadzić integrację do końca.

Według Asha prezydent Kwaśniewski "zawetowałby każdą ustawę, która mogłaby zagrozić integracji", a to oznacza, że polskie obligacje znajdą nabywców.

((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 9700, fax +48 22 653 9780, [email protected]))