Dolina poszukuje 1000 fachowców

Grzegorz Zięba
opublikowano: 2005-02-21 00:00

Branża lotnicza odczuła negatywne skutki własnego rozwoju. Firmy zrzeszone w Dolinie Lotniczej na gwałt szukają specjalistów.

Firmy branży lotniczej biją na alarm z powodu braku pracowników. Mimo wysokiego bezrobocia, nie mogą znaleźć specjalistów od obróbki metali: tokarzy, frezerów, szlifierzy operatorów obrabiarek numerycznych.

— Nasza branża zaczęła się gwałtownie rozwijać, a takich fachowców przestano szkolić w połowie lat dziewięćdziesiątych — mówi Ryszard Łęgiewicz, prezes spółki Snecma z Sędziszowa Małopolskiego, produkującej podzespoły dla przemysłu lotniczego.

Dżentelmeńska umowa

Jeszcze dwa lata temu nikt nie spodziewał się, że dojdzie do takiej sytuacji. Zachodnie firmy z branży lotniczej zapraszano do inwestowania na Podkarpaciu, gdzie łatwo było o bezrobotnych specjalistów. Wiele zakładów, takich jak WSK Rzeszów czy PZL Mielec, przeżywało problemy i zwalniało pracowników.

— To się gwałtownie zmieniło, gdy WSK Rzeszów zatrudnił w 2004 r. około 600 osób — mówi Andrzej Rybka, dyrektor stowarzyszenia Dolina Lotnicza, zrzeszającego zakłady produkujące na potrzeby lotnictwa.

Według przedstawicieli branży, na razie spółki sobie jakoś radzą, głównie korzystając z nadgodzin.

— Zawarliśmy nawet dżentelmeńską umowę o niepodkupywaniu sobie pracowników — mówi Ryszard Łęgiewicz.

Jednak to już nie wystarczy.

— Wstępna analiza 13 firm, będących członkami Doliny Lotniczej, wykazała że, w ciągu najbliższych dwóch lat branża będzie musiała zatrudnić około tysiąca specjalistów od obróbki metali — podkreśla Andrzej Rybka.

Według Ryszarda Łęgiewicza, firmy lotnicze będą musiały przyjąć nawet dwa razy więcej pracowników.

Szkolmy, póki czas

Aby zapewnić sobie odpowiedni poziom zatrudnienia, spółki zrzeszone w Dolinie Lotniczej postanowiły uruchomić programy szkoleniowe dla pracowników. W projekt zaangażowała się też Politechnika Rzeszowska i kilka regionalnych szkół technicznych. Wyszkolenie dobrego specjalisty jednak trawa około dwóch lat. Szlifierz musi się szkolić kilka miesięcy.

— Nie możemy czekać. Wybieram się na Ukrainę w poszukiwaniu pracowników — twierdzi Ryszard Łęczyński.

Dodaje, że branża musi uporać się z niedoborem fachowców, zanim jakaś nowa spółka lotnicza nie zainwestuje w Polsce.