Donald Trump chce wciągnąć NATO w swoją wojnę

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-03-16 18:02

Po dwóch tygodniach rozlewania się po całym Bliskim Wschodzie wojny jej główny sprawca Donald Trump — izraelski premier Benjamin Netanjahu to podżegacz i współsprawca — już zdaje sobie sprawę, że wpędził świat w zwężający się tunel, w którym światełka nie widać.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Poza krwawymi starciami militarnymi lokator Białego Domu rozpętał globalny kryzys energetyczny, najgłębszy od października 1973 r. Ponad pół wieku temu powodem była kolejna wojna arabsko-izraelska, która wybuchła w żydowskie święto Jom Kipur. Wtedy po całkowitym wstrzymaniu eksportu na Zachód przez arabskich producentów cena baryłki ropy naftowej skoczyła w szczycie kryzysu nawet o… 600 proc. Obecnie aż taki szok nie jest realny, ale wzrost w ciągu miesiąca tylko/aż do 50 proc. stanowi wystarczająco potężny impuls inflacyjny silnie uderzający również w państwa odległe od teatru działań wojennych, w tym m.in. w Polskę.

Szamotający się decyzyjnie Donald Trump rzucił w weekend nowe żądanie. Przez dwa tygodnie wznosił się na Himalaje narcyzmu i narzucał narrację, że najpotężniejsza na świecie armia USA za chwilę zetrze z powierzchni ziemi armię strażników rewolucji oraz flotę Iranu. Okazało się to naiwnym chciejstwem, dlatego prezydent skierował na oślep ostrzeżenie pod adresem… Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO). Zażądał od państw sojuszniczych włączenia się do osłony militarnej Cieśniny Ormuz, czyli realnie do pełnoskalowej wojny z kontrolującym ten strategiczny szlak wodny Iranem. Stwierdził, że jeśli sojusznicy nie włączą się do osłony cieśniny — przez którą normalnie przepływa około 20 proc. globalnych dostaw ropy i mniej więcej tyle skroplonego gazu ziemnego — to przyszłość NATO będzie bardzo zła. Przypomniał przy okazji pomoc USA dla Europy po agresji Rosji na Ukrainę i zasugerował, że w jego ocenie NATO to ulica jednokierunkowa.

Schował pod dywan okoliczność, że solidarnościowy artykuł 5 traktatu został uruchomiony tylko raz w 77-letnich dziejach NATO właśnie dla USA. Przypomnę jego treść: „Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim i dlatego zgadzają się, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, to każda z nich — w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony uznanego na mocy artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych — udzieli pomocy stronie lub stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie jak też w porozumieniu z innymi stronami działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego”. Od przystąpienia Polski w 1999 r. do NATO już wiele razy akcentowałem zwrot „jakie uzna za konieczne”, ponieważ obnaża on bardzo niewygodną dla polityków prawdę, że uruchomienie artykułu 5 wcale nie oznacza udzielenia z automatu pomocy militarnej. W żądaniu Donalda Trumpa oczywiście pobrzmiewa oczekiwanie pójścia ścieżką solidarnościową, chociaż amerykańsko-izraelska awantura w Zatoce Perskiej naprawdę nie jest żadną wojną NATO, do którego należą 32 państwa.

Notabene w kolejnym artykule 6 doprecyzowano przypomnianą wyżej zbrojną napaść. Chodzi nie tylko o same terytoria sygnatariuszy, lecz o „siły zbrojne, okręty lub statki powietrzne którejkolwiek ze stron znajdujące się na tych terytoriach lub nad nimi albo na jakimkolwiek innym obszarze w Europie, na którym w dniu wejścia w życie traktatu stacjonowały wojska okupacyjne którejkolwiek ze stron, lub też na Morzu Śródziemnym czy na obszarze północnoatlantyckim na północ od Zwrotnika Raka”. W odróżnieniu od Unii Europejskiej NATO nie zmieniło w swoim dokumencie założycielskim ani literki, jedynie wydłużało listę państw członkowskich. Specyficzne zapisy z 1949 r. dotyczą konkretnie Europy. Ani obszaru Zatoki Perskiej, ani tamtejszych baz wojskowych państw NATO, ani ich okrętów czy środków powietrznych absolutnie nie da się podciągnąć pod traktat waszyngtoński. Stąd dosyć naturalna jest pierwsza reakcja zarówno głównych państw NATO, jak też innych sojuszników — takich jak Australia czy Japonia — żeby Donald Trump się odczepił. Sam rozpętał wojnę (oczywiście z uwzględnieniem Izraela), zatem sam może ją zakończyć natychmiastowym wycofaniem z regionu lotniskowców i zaprzestaniem nalotów.