Dr Irena Eris dostaje skrzydeł

Alina Treptow
opublikowano: 2013-03-19 00:00

Producent kosmetyków trafi na lotniskowe półki, zbuduje trzeci hotel SPA i przekroczy próg 200 mln zł obrotu.

Dr Irena Eris, jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek luksusowych, zamierza wejść z kremami na lotniskowe półki. Będzie konkurentem dla takich potęg jak Chanel czy Dior.

— Prowadzimy negocjacje z kilkoma podmiotami, specjalizującymi się w dystrybucji produktów do sklepów zlokalizowanych na dużych, europejskich lotniskach. Na początek wejdziemy na Białorusi i do Francji — informuje Henryk Orfinger, prezes i właściciel Dr Ireny Eris. Jak tłumaczy, biało-czerwona metka nie pomaga w rozmowach. W przeciwieństwie do karty członka Comite Colbert, francuskiej organizacji zrzeszającej marki luksusowe. Dr Irena Eris należy do tego klubu od końca 2012 r.

By się do niego dostać, trzeba było otrzymać zaproszenie, rekomendację dwóch członków (dla Dr Ireny Eris wystawiły je szefowe Chanel i Hermèsa) oraz uzyskać w głosowaniu akceptację członków klubu. Należą do niego m.in. Boucheron, Cartier, Dior, Hotel Ritz, Luis Vuitton. Zdaniem Jerzego Mazgaja, akcjonariusza Vistuli, Dr Irena Eris jest — obok Inglota — najbardziej rozpoznawalną polskąmarką. Ale polskością za granicą radzi się nie chwalić.

— Są to dobre jakościowo produkty w dobrych opakowaniach. Dr Irena Eris też raczej mało polsko brzmi. Jeśli spółka nie będzie epatowała polskością, ma duże szanse na zagraniczny sukces — uważa Jerzy Mazgaj. W ciągu najbliższych tygodni ruszy inwestycja producenta kosmetyków w trzeci hotel SPA, tym razem w Polanicy- -Zdroju. Będzie miał 75 pokoi, dwa baseny, centrum z saunami oraz instytut kosmetyczny z ponad 20 gabinetami. Koszt prac jest szacowany na ok. 50 mln zł. Spółka planuje też otwarcie kolejnych instytutów kosmetycznych.

— Dzisiaj mamy ich w grupie 24, przy czym 19 działa we franczyzie. W 2013 r. planujemy otworzyć kolejne trzy ośrodki: w Poznaniu, Krakowie i Bielsku-Białej — zapowiada Henryk Orfinger.

W 2012 r. obroty całej grupy kosmetycznej sięgnęły niemal 200 mln zł. W tym roku mają wzrosnąć o ok. 10 proc. Jednym z motorów zwyżek ma być rynek dermokosmetyków, warto około 1 mld zł. — Notujemy na nim 17-procentowe zwyżki. W 2012 r. nasz udział wyniósł blisko 6 proc. W ciągu 2-3 lat planujemy go zwiększyć o 2-3 pkt proc. — mówi Henryk Orfinger.

Producent spore nadzieje wiąże też z rynkami zagranicznymi, które dzisiaj generują ok. 10 proc. obrotów. Jak zapowiada prezes, w ciągu 2-3 lat udział zwiększy się do 30 proc. Spółka jest zadowolona m.in. z wyników na Ukrainie i Hongkongu, gdzie sprzedaż rośnie w tempie 20–procentowym.

Na celowniku są również Chiny, choć zdaniem prezesa, wejście na ten rynek wiąże się z pokonaniem sporych barier. — Trzeba przeprowadzić bardzo kosztowną i czasochłonną certyfikację produktów. Według naszych wyliczeń, jeśli zdecydujemy się na taki ruch, będziemy musieli wydać na certyfikaty i działania marketingowe nawet kilkadziesiąt milionów złotych — mówi Henryk Orfinger.