Dramat upadłości za nami

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2013-11-05 00:00

Liczba bankrutów wzrosła zaledwie o 3 proc. w ciągu roku. Ale to nie oznacza, że firmy już odbiły się od dna.

Sądy gospodarcze w minionym miesiącu poinformowały o upadłości 85 firm. Październikowi bankruci zatrudniali ok. 3,8 tys. osób, a ich ostatni obrót sięgał łącznie ok. 1,9 mld zł — informuje Euler Hermes. Rok wcześniej w październiku upadło więcej, bo 93 firmy. Od początku br. bankrutów było już 798, wobec 773 w ciągu dziesięciu miesięcy 2012 r. Wzrost wynosi więc zaledwie 3 proc. To prawdopodobnie oznacza, że najgorsze za nami. Ale na nadmierny optymizm jeszcze za wcześnie.

— Oczywiście wiele firm jest dzisiaj w lepszej kondycji niż podczas dna kryzysu z lat 2008/2009, ale zdecydowanie gorszej niż w 2007 r. czy choćby 2010 r. — uważa Tomasz Starus, dyrektor Biura Oceny Ryzyka i główny analityk w Euler Hermes.

Jego zdaniem, w ciągu ostatnich kwartałów wiele firm przeprowadziło restrukturyzację, mającą na celu przede wszystkim dostosowanie poziomu kosztów stałych do słabnącego popytu. Utrzymanie kosztów w ryzach przy rosnącym popycie powinno pozwolić im na lepszy zarobek, to jednak wciąż nadzieja na przyszłość, a nie fakty.

— Raczej wysoka już liczba upadłości sprawia, że tempo ich wzrostu spada z dwucyfrowego poziomu. Na czysto rynkowe, a nie statystyczne, przyczyny spadku tempa wzrostu jak i liczby bankructw musimy jeszcze trochę poczekać — twierdzi Tomasz Starus.

Jego zdaniem, kilkuprocentowy wzrost eksportu to za mało dla jednoznacznego pobudzenia rynku, dlatego dla gospodarki kluczowa jest końcówka bieżącego roku, z którą wiązane są nadzieje na większy popyt wewnętrzny. Z analizy Euler Hermes wynika ponadto, że wraz z liczbą upadłości spadła także liczba postępowań układowych, co nie jest dobrym znakiem.

— Zdecydowanie mniejsza liczba upadłości układowych świadczy z jednej strony o tym, że majątek lub pozycja rynkowa dłużnika nie gwarantują trwałej poprawy, odzyskania rentowności, a z drugiej o tym, że obecnie wierzyciele sceptycznie oceniają ich perspektywy — twierdzi Maciej Harczuk, prezes Euler Hermes Collections, spółki z Grupy Allianz.

Sporą część październikowych bankrutów stanowiły firmy z branży budowlanej — było ich aż 25. Większość z nich to małe, lokalne spółki o obrotach nieprzekraczających 40 mln zł. Upadło także 13 hurtowników oraz 8 firm sprzedaży detalicznej.

— Hurt jest ściśnięty pomiędzy potężnymi konkurentami konsolidującymi rynek, a z drugiej strony — coraz bardziej skonsolidowanym detalem. Niewielcy lokalni czy też regionalni hurtownicy w zasadzie nie mają szans na przetrwanie w dłuższym okresie bez zdefiniowania na nowo swojej oferty — mówi Tomasz Starus.

Problemy mają również firmy produkujące na rynek wewnętrzny. Rzadziej upadają eksporterzy z branży produkcji maszynowej i artykułów metalowych.