Dramers chce lansować produkty własnej marki

Ryszard Gromadzki
opublikowano: 2000-12-15 00:00

Dramers chce lansować produkty własnej marki

Dramers, poznańska firma kosmetyczna, chce w ciągu kilku lat zrezygnować z działalności handlowej i skoncentrować się jedynie na produkcji kosmetyków pod własnym logo. W związku z tym w pierwszym półroczu 2001 r. firma przeprowadzi dużą kampanię reklamową wartości kilku milionów złotych.

Dramers zamierza zdecydowanie postawić na produkcję kosmetyków pod własnym logo. Na wiosnę 2001 roku firma zaplanowała dużą kampanię reklamową. Chodzi o wypromowanie jednego z przebojów spółki – dezodorantu damskiego Say Yes.

— Kampania będzie adresowana do pań w wieku 16-35 lat. Nasz produkt będzie reklamowany w spotach telewizyjnych i na billboardach. Mamy tremę przed rozpoczęciem całej akcji, bo to nasza pierwsza kampania reklamowa zakrojona na tak szeroką skalę, dlatego towarzyszy jej pewne ryzyko — mówi Marek Dobosz, wiceprezes Dramersa i współwłaściciel firmy.

Cała kampania ma kosztować kilka milionów złotych. Zdaniem Marka Dobosza, duże nakłady na reklamę są niezbędne, jeśli firma chce naprawdę zaistnieć w branży kosmetycznej.

— To niezwykle konkurencyjny rynek, chcąc się na nim liczyć, trzeba co roku wprowadzać całą gamę nowych produktów — twierdzi Marek Dobosz.

Firma rozpoczęła wytwarzanie kosmetyków na zlecenie dużych sieci handlowych i innych znanych producentów z tej branży w 2000 roku. Mają one wyłącznie logo zleceniodawcy.

— Trudno mi oceniać, jakie perspektywy ma tego rodzaju produkcja. Zleceniodawcy są bardzo wymagający i kapryśni — mówi Marek Dobosz.

Jest to również jednym z powodów zmiany strategii firmy.

Nowe linie

Spółka zamierza rozszerzyć wachlarz wytwarzanych przez siebie wyrobów.

— W tym celu zamierzamy zakupić dwie kolejne linie technologiczne — mówi Marek Dobosz.

Spółka chce wyasygnować na ten cel około 800 tys. zł. Będzie to wymagać zatrudnienia kilkunastu dodatkowych pracowników. W planach Dramersa jest także budowa pod Poznaniem nowej hali produkcyjnej.

— Rozważamy budowę nowej hali, podobnej rozmiarami do tej, którą oddaliśmy w połowie 2000 r. (inwestycja kosztowała 3 mln zł). Szukamy odpowiedniej lokalizacji w okolicach Poznania, bo ceny gruntów w samym mieście są zbyt wysokie — opowiada Marek Dobosz.

Konkurencja naciska

Firma jest nie tylko producentem kosmetyków, lecz także jednym z największych hurtowników.

— Trochę żałuję, że pozbywamy się pionu handlowego, zwłaszcza tych wypracowywanych przez lata kontaktów z naszymi odbiorcami, ale ta zmiana jest elementem naszej strategii — mówi Marek Dobosz.

Atutem kosmetyków Dramers jest relatywnie niska cena, jednak w ocenie Marka Dobosza, konkurencja naciska coraz mocniej.

— Szczerze mówiąc, przyszłość tego rynku nie rysuje się dla nas najlepiej. Nie tracę jednak optymizmu — zastrzega Marek Dobosz.