Drewniany deficyt

Wojciech Chmielarz
25-04-2006, 00:00

Przemysł drzewny około 70 proc. swojej produkcji eksportuje. Mógłby więcej, ale drewna w Polsce jest za mało. A import surowca się nie opłaca.

Studio 51 z Zakopanego to pracownia architektoniczna specjalizująca się w projektowaniu drewnianych domów. Współpracujący z nimi cieśle projekty zamieniają na pachnącą żywicą rzeczywistość. Ani na brak zamówień, ani, co ważniejsze, na brak drewna architekci ze stolicy polskich gór nie narzekają. Firma z Zakopanego jest jednak wyjątkiem.

— Polski przemysł drzewny wykorzystuje całe drewno dostępne na rynku krajowym, a dodatkowo sprowadza trochę z zagranicy. Trudno jednak oszacować, w jakim stopniu zapotrzebowanie przewyższa podaż, wydaje mi się jednak, że o 25-30 proc. — mówi Bogdan Czemko z Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego.

Innymi słowy, można produkować więcej, ale nie ma z czego. Najbardziej braki odczuwają firmy przemysłu drzewnego i tartacznego.

— Rzeczywiście, można powiedzieć, że surowca jest za mało. Niestety, są wytyczne Ministra Środowiska, które mówią, ile drewna można uzyskać w danym roku — potwierdza Krzysztof Straszkiewicz z Koszalińskiego Przedsiębiorstwa Przemysłu Drzewnego w Szczecinku.

— Przedsiębiorstwo Lasy Państwowe (LP) uzyskuje i sprzedaje tyle drewna, ile pozwala prawo, czyli nie więcej, niż wynika to z możliwości biologicznych obszarów leśnych, którymi zarządza. Musi to czynić bez umniejszania możliwości ciągłego spełniania przez lasy funkcji produkcyjnych, środowiskowych i społecznych w przyszłości. Ta zasada kształtowania podaży nie podlega negocjacjom ani jakimkolwiek uzgodnieniom, gdyż nie dyskutuje się z prawami przyrody — tłumaczy Wojciech Skurkiewicz z Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych.

Leśnicy wycinają co roku około 60 proc. rocznego przyrostu drewna. Większa wycinka mogłaby zaszkodzić lasom.

Leśny monopolista

Lasy Państwowe w 2006 r. zamierzają uzyskać 29,5 mln m sześc. drewna. To trochę więcej niż rok wcześniej. Trzeba jednak pamiętać, ta ilość to właściwie wszystko, co trafi na rynek.

— Polski przemysł drzewny jest uzależniony od Lasów Państwowych. Z lasów prywatnych pochodzi tylko 8-9 proc. zużywanego surowca. Jest to jednak drewno drobne, w większości przerabiane przez przemysł papierniczy. Drewna grubego jest niewiele. Jedynie w województwie małopolskim lasów prywatnych jest na tyle dużo, że dostarczają one większe ilości surowca — mówi Bogdan Czemko.

Nie należy się przy tym spodziewać, że uda się sprowadzić drewno z zagranicy.

— Importujemy niewiele drewna, chociaż np. w Niemczech czy na Słowacji sprzedawane jest taniej niż w Polsce. Problem wiąże się jednak z przewozem. Każde sto kilometrów to wzrost ceny drewna o 10 proc. Dlatego import opłaca się tylko w miejscowościach przygranicznych, gdzie odległości są niewielkie — tłumaczy Czemko.

Najwięcej drewna importujemy z Białorusi, Niemiec, Ukrainy i Słowacji. Często jest to jednak papierówka przeznaczona dla przemysłu celulozowego, bo np. na Białorusi obowiązują bardzo wysokie ceny urzędowe dla drewna tartacznego. Lasy Państwowe są więc faktycznym monopolistą.

Drogo sprzedam

Ceny drewna w Polsce są ustalane na specjalnych spotkaniach przedstawicieli regionalnych dyrekcji Lasów Państwowych i przemysłu drzewnego. Jeśli jednak na takim spotkaniu nie dojdzie do porozumienia, to ostateczną decyzję podejmuje szef regionalnej dyrekcji LP. I tak też się najczęściej dzieje. Po części dlatego, że nie wszędzie takie spotkania się odbywają, po części zaś dlatego, że interesy obu stron są rozbieżne. Przedsiębiorcy branży drzewnej zarzucają Lasom Państwowym, że wykorzystują swoją pozycję monopolisty i nie liczą się z sytuacją na rynku.

— Wyznacznikiem ceny drewna jest kurs euro, ponieważ większość produkcji przemysłu drzewnego idzie na Zachód. W ostatnim czasie nasi klienci, którzy przetwarzają drewno i również eksportują swoje towary, wymusili na nas obniżenie cen. Ceny naszych produktów idą w dół, kurs euro idzie w dół, a cena drewna powoli rośnie. To sprawia, że produkcja staje się coraz mniej opłacalna — dodaje Krzysztof Straszkiewicz.

Lasy Państwowe obiecują, że od przyszłego roku będą uważniej przyglądać się potrzebom i finansowym możliwościom swoich kontrahentów.

— Obecne zasady sprzedaży drewna przez Lasy Państwowe będą obowiązywały jeszcze tylko do końca roku. Pracujemy nad nowymi zasadami przeprowadzania transakcji, które w maksymalnym stopniu uwzględnią wnioski klientów, zmierzające do usprawnienia sprzedaży — zaznacza Wojciech Skurkiewicz.

Jest też szansa na większą ilość surowca, bo podaż drewna w Polsce systematycznie rośnie i to dobra wiadomość.

— Niedobór drewna hamuje możliwy rozwój znaczącej gałęzi gospodarki. Przemysł drzewny wraz z meblarskim w 2004 r. wytwarzał 8,2 proc. całości produkcji sprzedanej i zatrudniał 10,3 proc. wszystkich pracujących — sumuje Bogdan Czemko.

W 2020 r. Lasy Państwowe chcą dostarczyć na rynek 35 mln m sześc. drewna. Oczywiście o ile nie nastąpią katastrofy naturalne lub jeśli nie zmieni się polityka leśna państwa. Na razie przemysł drzewny musi radzić sobie z niedoborami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Chmielarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Drewniany deficyt