Niegdysiejsze hasło „Wszystkie dzieci są nasze” należałoby uzupełnić uwagą, że najbardziej „nasze” są jednak... te nasze. Własne. Od kilkunastu lat widać to wyraźnie. Rynek usług dla dzieci — w tym edukacyjnych — rośnie w oszałamiającym tempie. Lata 90. to czas eksplozji prywatnego szkolnictwa. Powstawały społeczne licea, prywatne uczelnie... Już do nich przywykliśmy. Teraz jednak ich absolwenci weszli w dorosłe życie, zdobyli dobrą pracę, założyli rodziny. Pierwsze pokolenie potomków „dzieci przełomu” zapukało do drzwi przedszkoli. Zaczął się kręcić wielki biznes... Języki, taniec, teatr... Catering z restauracji, francuskie guwernantki... I kolejki chętnych, w których miejsca nie wyznacza już nie sam pieniądz, ale też społeczna pozycja, towarzyskie układy oraz zapisy, gdy dziecko jest dopiero w planach. Cyrk? Pewnie tak, ale dzieci mają naprawdę lepiej. Przedszkola nie tylko bowiem wypiękniały, ale też zmieniły swój stosunek do małego klienta, który płaci, więc wymaga...
Nie tylko przedszkolami człowiek żyje. Mamy więc dla Was wino, modne ciuchy i piękne przedmioty, a także wyprawy na transatlantykach, rejsy na barkach i jachtach. Oraz salony i hotele spa, gdzie z pożytkiem dla zdrowia i urody oddać się można słodkiemu nieróbstwu. Bo lenistwo jest piękne, ale — uwaga — nie w łóżku! Tam — jak apeluje prof. Starowicz — bierzmy się do roboty...
