W rok surowiec zdrożał o 140 proc., ale giełdowe spółki odzieżowe twierdzą, że nie wpłynie to znacząco na ceny nowych kolekcji
Giełdowe spółki odzieżowe szukają tańszych
dostawców, omijają
pośredników i liczą
na wzrost konsumpcji.
Notowania surowców w tym roku biją rekordy. Inflację napędza wzrost cen ropy i żywności. Jednym z najszybciej drożejących ostatnio surowców jest bawełna. To efekt wysokiego popytu, zwłaszcza ze strony Chin, oraz spadku światowej podaży. Warunki klimatycznych w regionach będących tradycyjnie znaczącymi dostawcami bawełny na rynek międzynarodowy (np. Pakistan i Australia) nie były ostatnio korzystne. Dlatego w rok cena tego surowca skoczyła o 140 proc.
Korzystna relacja
Taki skok nie ma jeszcze wielkiego wpływu na kon-dycję naszych firm odzie- żowych. Koszt bawełny stanowi bowiem maksy- malnie 20 proc. kosztów odzieży.
— Bawełna jest powszechnie wykorzystywana do produkcji odzieży. Jednak na jej cenę mają bardzo duży wpływ także inne czynniki. Cena wyrobu finalnego nie idzie w górę proporcjonalnie do wzrostu cen bawełny. Wzrost ceny surowca o 100 proc. przekłada się na około 10-procentowy wzrost cen towarów, w których mamy duży udział bawełny (na przykład koszulek) — wyjaśnia Dariusz Pachla, wiceprezes LPP.
Wysokie ceny bawełny równoważy korzystna dla polskich firm relacja kursu złotego do dolara oraz rosnący popyt konsumencki.
— Drożejąca bawełna nie jest w tej chwili dużym obciążeniem dla firm odzieżowych. Gdyby doszło do niej przed dwoma laty, byłoby znacznie gorzej. Teraz pomaga mocniejszy złoty, który obniża koszty czynszu oraz importu odzieży. Popyt na odzież ze strony konsumentów też jest wyższy — uspokaja Łukasz Wachełko, analityk BM DB Securities.
Szczyt blisko
Wzrostu cen bawełny nie można bagatelizować. Jeś- li trend utrzyma się dłu- żej konsekwencje będą groźniejsze.
— Na razie jest większe prawdopodobieństwo, że notowania bawełny mogą spadać, niż rosnąć. Wskazuje na to chociażby większy areał zasiewów oraz notowania kontraktów terminowych na ten surowiec. Teraz notowania bawełny wynoszą około 1,9 dolara za funt, a grudniowe futures są w okolicach 1,3 dolarów — mówi Łukasz Wachełko.
Adam Kaptur, analityk Millennium DM, uważa, że notowania bawełny są już bardzo wysokie i nie powinny już mocno wzrosnąć.
— Najwyżej o kilka, kilkanaście procent — twierdzi Adam Kaptur.
Według amerykańskiego Departamentu Rolnictwa, w najbliższym czasie światowe zapasy bawełny spadną najniżej od 15 lat w proporcji do globalnego popytu. W roku gospodarczym kończącym się w lipcu, globalny popyt przewyższy światową produkcję tego surowca aż o 1,3 mln bel.
Kontrola kosztów
Większy problem może pojawić się jeśli bawełna będzie drożała także w przyszłym roku.
— Jeżeli trend rosnących cen bawełny utrzyma się w 2012 r., odczujemy to mocniej. Na razie poprawa efektywności zakupów i omijanie pośredników pozwoli nam nawet poprawić rentowność. Będzie to widać od września, kiedy wprowadzimy nową kolekcje jesienno-zimową. Działanie na nowych warunkach powinno być widoczne w poprawie wyników w drugim półroczu — mówi Michał Wójcik, prezes Bytomia.
Pilnowanie kosztów może procentować.
— Za naszą kolekcję wiosenno-letnią płaciliśmy 6,3 proc. więcej (w ujęciu dolarowym) podczas gdy bawełna w tym czasie podrożała około 2-krotnie. Podwyżki nie przenosiliśmy na klientów. Szukamy oszczędności. Dlatego część produkcji przenieśliśmy do Bangladeszu, gdzie import nie jest obłożony cłem — mówi Dariusz Pachla.
Ten rok wcale nie zapowiada się źle dla branży odzieżowej.
— Poprawa w branży nastąpiła około pół roku te- mu. Ten rok powinien być lepszy od ubiegłego. Potwierdzają to nasze wyniki w dwóch pierwszych miesiącach 2011 r. — dodaje wiceprezes LPP.
— Na pewno będzie presja na marże, ale popyt konsumpcyjny powinien być wysoki. Spodziewam się kilkunastoprocentowej dynamiki sprzedaży — dodaje Adam Kaptur.
Redan: wyższe ceny
bawełny nas nie dotyczą
Michał Kałużyński
wiceprezes Redanu
Na razie mocne zwyżka cen bawełny nas nie dotyczy. Kolekcje wiosenno-letnie mamy zakupione po starych cenach. Drożejąca bawełna dopiero wpłynie na wyższe koszty przy zakupie kolekcji jesienno-zimowej. Nie spodziewam się jednak, by wzrost cen zakupionego przez nas towaru był istotny. Szacujemy, że może to być około 8 proc. Około 4 proc. tych dodatkowych kosztów weźmiemy na siebie, a drugą połowę będziemy chcieli przenieść na klientów.
Kryzys powodował, że znaleźliśmy tańszych dostawców, którzy wcale nie mają gorszych wyrobów. Najlepszy przykład to Bangladesz. Cały czas szukamy nowych dostawców, m. in, w Indiach.
Rok dla branży zapowiada się obiecująco. Pierwsze półrocze może być bardzo dobre. Po wynikach z pierwszych dwóch miesięcy 2011 r. można powiedzieć, że jest znacznie lepiej niż rok temu.