Droga do Kataru stromo pod górkę

opublikowano: 16-11-2021, 05:50

AKTUALIZACJA 22:45 Pierwszy raz w dziejach eliminacji do piłkarskich mistrzostw świata reprezentacja Polski po ostatnim meczu grupowym nie wie, czy na XXII turniej finałowy za rok do Kataru pojedzie, czy obejrzy tylko w telewizji. Dotychczas zawsze było jasne, czy piłkarze trwają z mundialową tarczą, czy na niej leżą.

Przypomnijmy, że ze względu na temperatury katarski turniej odbędzie się w 2022 r. dopiero od 21 listopada do 18 grudnia. Poniedziałkowe wieczorne spotkanie z Węgrami na PGE Narodowym miało specyficzny charakter. Dla samej tabeli naszej grupy I było meczem nie „o wszystko”, lecz właśnie o nic – bez względu na wynik Polska pewnie trzymała drugie miejsce, uprawniające do udziału w przyszłorocznych meczach barażowych, zarazem nie mając szans na pozbawienie Anglii zwycięstwa grupy. Natomiast w perspektywie wspomnianych baraży z udziałem tuzina zespołów ważny był każdy punkt, ponieważ decydował o znalezieniu się w tabelce pomocniczej w szóstce górnej, która pierwsze mecze rozegra u siebie. Ostateczny kształt dwunastki z nadziejami na trzy bilety do Kataru znany będzie we wtorek wieczorem, gdy eliminacje zakończą grupy D, E i G.

Dodatkową otoczkę meczu Polski z Węgrami tworzyły dwie okoliczności. PGE Narodowy przez 7,5 roku stał się opoką reprezentacji Polski bez porażki, ostatnią 0:1 piłkarze ponieśli w 2014 r. w towarzyskim spotkaniu ze Szkocją. Ze względów marketingowych stadion bardzo liczył na przedłużenie tej serii. Poza tym sto lat temu, dokładnie 18 grudnia 1921 r., odbył się pierwszy w dziejach odrodzonej Rzeczypospolitej mecz reprezentacji piłkarskiej. W historycznej premierze to akurat… Węgry pokonały nas w Budapeszcie 1:0. Poniedziałkowy mecz wypadało zatem traktować jako rewanż niekoniecznie za ten otwierający bieżące eliminacje (w Budapeszcie było 3:3), lecz za legendarny sprzed wieku. Niestety, grający wyłącznie o honor bratankowie nie sprawili nam jubileuszowego prezentu i… znowu wygrali, tym razem 2:1. A zatem 15 listopada 2021 r. skończyła się legenda niezdobytej narodowej twierdzy.

Wprowadzony w drugiej połowie Daniel Gazdag w 80. minucie nie dał Wojciechowi Szczęsnemu szans i dobił reprezentację Polski.
ALEKSANDRA SZMIGIEL / Reuters / Forum

Generalnie trzeba uznać, że ustalony przez FIFA system eliminacji maltretuje piłkarzy i kibiców. Wypaczający ducha sportu proceder grupowo-barażowy upowszechniony został po zwiększeniu od 1998 r. liczby uczestników mundialowego turnieju finałowego z 24 do 32. Skoro Europa otrzymała 13 miejsc, to najczystsze piłkarsko i najbardziej uczciwe byłoby utworzenie dokładnie tylu grup eliminacyjnych, nazwanych od A do M, których zwycięzcy otrzymaliby przepustki do Kataru. Pierwszy koszyk 13 teoretycznych liderów grup zostałby ustalony na podstawie rankingu, potem dolosowany drugi, etc. Niestety, zwyczajnych grup jest tylko 10, od A do J, zaś pozostałe trzy miejsca zostaną obsadzone w strasznie pokrętnym i po prostu nieuczciwym (wstępną eliminacją jest jeden mecz, ale nie na terenie neutralnym – szczęśliwcy grają u siebie) systemie barażowym. Przyczyną jest oczywiście forsa, FIFA sztucznie wstawia między grupami eliminacyjnymi a mundialowymi finałami dodatkowy pakiet meczów o dużą stawkę, ponieważ to kolejne dochody z praw telewizyjnych, wpłat sponsorów, etc.

Polska reprezentacja w tej absurdalnej procedurze weźmie udział pierwszy raz. Bardziej czyste sportowo byłoby zwyczajne… odpadnięcie na drugim miejscu, co zresztą w różnych grupowych eliminacjach już się zdarzało. W każdym razie gdyby w poniedziałkowy wieczór z PGE Narodowego wychodził Sokrates, to zapytany o efekt wielomiesięcznych eliminacji mógłby powtórzyć swoje filozoficzne przesłanie „Wiem, że nic nie wiem”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane