Inwestowania na giełdzie trzeba się nauczyć. Najlepiej na własnym portfelu. Chętnych nie brakuje, dlatego MultiBank wprowadza nowy produkt.
Lada dzień, może za dni kilkanaście, oferta MutiBanku zostanie wzbogacona o tzw. Usługę Maklerską.
Najogólniej rzecz biorąc, jest to powiązanie rachunku bieżącego z inwestycyjnym. Taka integracja (która istnieje już np. w mBanku i Banku BPH) pozwolić ma na łatwe rozpoczęcie inwestowania w papiery wartościowe notowane na GPW.
Jeśli podobna usługa istnieje już na rynku, nowej potrzebny jest jakiś szczególny wyróżnik. Przedstawiciele MultiBanku twierdzą, że najistotniejszą zaletą Usługi Maklerskiej będzie jej prostota, o cenie nie wspominając.
Pęd ku zarabianiu
Skąd jednak pewność, że oferta zintegrowanego z kontem osobistym rachunku inwestycyjnego przyjmie się na polskim rynku?
— Z naszych analiz wynika, że w najbliższych latach liczba klientów banków zainteresowanych inwestowaniem w papiery wartościowe bezpośrednio, nie za pomocą np. nabywania jednostek funduszy inwestycyjnych, będzie rosła. Obecnie około 10 proc. aktywów klientów ulokowanych jest w akcjach. W najbliższych latach odsetek ten powinien zwiększyć się do około 15-16 proc. — prognozuje Daniel Wrzesiński, zarządzający projektem Usługi Maklerskiej MultiBanku.
Jego zdaniem, Polacy nauczyli się już — choć nie bez oporów — oszczędzania przy udziale TFI. Inwestowanie na giełdzie jest naturalnym, kolejnym krokiem w ogólnie pojętej edukacji ekonomicznej.
Dwa w jednym — jest taniej
Usługa Maklerska MultiBanku, jako produkt połączony z rachunkiem bankowym, dostępna będzie w oddziałach, ale jej twórcy liczą, że klienci zainteresują sie nią przede wszystkim z powodu internetowego dostępu. Fakt, że bank liczy głównie na klientów, którzy aktywnie korzystają z sieci przy zarządzaniu swoimi pieniędzmi, pozwolił dodatkowo na obniżenie kosztów prowadzenia rachunku inwestycyjnego. W MultiBanku prowadzenie zarówno tradycyjnego, jak i internetowego rachunku inwestycyjnego nie będzie klienta nic kosztowało. Dla porównania: Centralny Dom Maklerski pobiera za to 60 zł rocznie. Roczna opłata w DM Brokers wynosi z kolei 10 zł, np. w Domu Maklerskim Banku Zachodniego WBK — 55 zł, zaś w ING Securities — 44 zł rocznie. Gwoli ścisłości: opłat za prowadzenie rachunku internetowego nie pobierają np. Bankowy Dom Maklerski PKO BP, DM Millennium czy Biuro Maklerskie BPH.
— Jedyny koszt, który poniesie klient, to koszt opłat skarbowych przy zakładaniu rachunku, czyli uruchamianiu Usługi Maklerskiej. Opłata wynosi 15 zł — tłumaczy Daniel Wrzesiński.
Co w zamian?
Usługa Maklerska MultiBanku daje klientowi dostęp do rynku akcji, obligacji, CeTO i rynku pierwotnego akcji. Generalnie, proponuje samodzielne inwestowanie głównie w akcje i obligacje.
— Nie widzimy na razie potrzeby roszerzania funkcjonalności Usługi Maklerskiej o grę na opcjach. To wyższy poziom zaawansowania inwestycyjnego, a my staramy się przede wszystkim na początku nauczyć klientów zasad, jakimi rządzi się giełda i samodzielnego podejmowania decyzji inwestycyjnych — dodaje Daniel Wrzesiński.
Samodzielnego? Bez wsparcia?
Niekoniecznie. Klienci MultiBanku, którzy zdecydują się skorzystać z nowej propozycji, będą mieli do dyspozycji komentarze okresowe, a jednocześnie będą mogli skorzystać ze wsparcia specjalistów Domu Inwestycyjnego BRE Banku. Serwis, za pomocą którego będą zawierane transakcje na rynku akcji czy kupowane obligacje, z czasem będzie rozszerzany o nowe funkcje wsparcia — analizy, rekomendacje itd.
Zdaniem twórców Usługi Maklerskiej, jej najważniejszą zaletą ma być koszt — nie tylko prowadzenia rachunków, ale przede wszystkim koszty związane z inwestowaniem w akcje. MultiBank zaproponuje dostęp do notowań online. Jedna oferta będzie bezpłatna. Złożenie trzech oferty obciąży kleinta kosztem 39 na miesiąc. Pięć ofert z kolei kosztować ma 78 złotych miesięcznie.
Koszty są nie tylko porównywalne z konkurencją oferującą podobne rozwiązania, a w wielu przypadkach znacznie korzystniejsze. Na przykład trzy oferty w BM BPH kosztują klienta 48 zł na miesiąc. W CDM Pekao trzeba zapłacić za to 50 zł miesięcznie. 69 zł miesięcznie życzy sobie w takiej sytuacji Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska, a po 49 zł miesięcznie pobierają od klienta Dom Maklerski BZ WBK i ING Securities.
Niewiele mniej niż MultiBank każe sobie płacić za trzy oferty Dom Maklerski Millennium, 38,50 zł miesięcznie, a tyle samo co MultiBank żąda w takim przypadku Bankowy Dom Maklerski PKO BP.
— Istotną cechą naszej propozycji jet jednak sposób rozliczania zlecenia. Większość konkurencji pobiera prowizje od poszczególnych transakcji, MultiBank zamierza stosować jedną opłatę od całości zlecenia. Nie będzie więc przypadków, że kiedy klient zleca zakup np. 200 akcji spółki, a maklerzy dokonają tego w dziesięciu transakcjach, klient zapłaci prowizję dziesięć razy. To tak w ogromnym uproszczeniu — tłumaczy Daniel Wrzesiński z Multibanku.
Giełda w zakładce
Również niższy niż u konkurencji ma być w MultiBanku koszt kupna akcji. Na przykład kupno papierów za 25 tys. zł za pomocą Usługi Maklerskiej będzie kosztować 97,50 zł, podczas gdy np. w ING Securities koszt ten to 100 zł. Identycznie w BM BPH czy CDM Pekao. Mniej od MultiBanku każe sobie płacic tylko Dom Maklerski AmerBrokers (87,50 zł). W podobnych proporcjach kształtują sie koszty zakupu akcji za np. 5 tys. zł.
W odróżnieniu od konkurencji naistotniejsze z punktu widzenia klienta jest jednak zintegrowanie rachunku inwestycyjnego z kotem osobistym.
— Posiadacz rachunku bankowego bez przeszkód może wykorzystywać do inwestowania nie tylko zgromadzone na koncie oszczędności, ale równiez korzystać np. z przyznaych przez bank limitów kredytowych czy dozwolonych debetów. Owa integracja widoczna jest szczególnie podczas korzystania z internetowego dostępu do konta. Zakładka Centrum Oszczędzania MultiBanku została już wzbogacona o Usługę Maklerską, chociaż jeszcze nieaktywną.
Jak twierdzą bankowcy, jest to kwestia dni. Nowa propozycja testowana jest już przez 50 wyselekcjonowanych klientów MultiBanku.
— Chodzi o to, by usługa działała. Giełda jest zbyt delikatnym polem do inwestowania, by pozwolić sobie choćby na cień ryzyka, że coś sie nie powiedzie z winy techniki — uważa Daniel Wrzesiński.