NIK nie zostawiła suchej nitki na urzędnikach odpowiedzialnych za budowę autostrad. Do prokuratury płyną doniesienia.
Najwyższa Izba Kontroli (NIK) przedstawiła wczoraj raport o budowie autostrad od 2000 r. do I kwartału 2003 r. Kontrola izby zaowocowała lawiną doniesień do prokuratury.
NIK wystąpiła z wnioskiem o wszczęcie postępowania przeciwko głównej księgowej Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Podejrzewa ją o narażenie firmy na szkodę sięgającą 2,5 mln zł.
— Na razie trudno nam komentować sprawę. Mamy jednak własne ekspertyzy, które przedstawiają zupełnie inny obraz niż zawarty w raporcie NIK — mówi Zbigniew Kotlarek, zastępca generalnego dyrektora w GDDKiA.
NIK przygotowuje kolejne wnioski — tym razem przeciwko Wojciechowi Janczykowi, byłemu wiceministrowi infastruktury, i Albertowi Kucharskiemu, zastępcy generalnego dyrektora dróg krajowych. NIK podejrzewa, że naruszyli oni dyscyplinę finansową przy zawieraniu umów z firmami doradczymi. Wiele wskazuje na to, że chodzi o doradztwo PricewaterhouseCoopers oraz Kancelarii Wardyński i Wspólnicy przy przygotowaniu ustawy winietowej oraz negocjacjach umowy koncesyjnej na autostradę A-1.
— Umowy z tymi firmami zostały podpisane, zanim zacząłem pracować w ministerstwie. Nie miałem zresztą wpływu na angażowanie takich firm, ponieważ nie należało to do moich kompetencji — mówi Wojciech Janczyk.
NIK ma także wiele zastrzeżeń do tempa budowy autostrad i wykorzystania przeznaczonych na to pieniędzy.
— Od 2000 r. do pierwszego kwartału 2003 r. oddano do użytku 136 km autostrad, podczas gdy przyjęty w styczniu 2002 r. rządowy program przewidywał budowę średnio 250 km rocznie — mówi Krzysztof Szwedowski, wiceprezes NIK.
NIK zarzuciła też urzędnikom bezcelowe wydawanie publicznych pieniędzy na samochody. Miały ułatwiać nadzorowanie wykonawców inwestycji. Szacuje też, że administracja drogowa traci rocznie 170 mln zł z powodu unieważnienia przetargu na koncesjonariusza dla trasy Wrocław-Nogawczyce.