Droga na parkiet

Wojciech Chmielarz
opublikowano: 2011-05-30 00:00

Przygotowania do giełdowego debiutu to nie bułka z masłem. Wymaga miesięcy przygotowań i przemyślanego planu działania.

Debiut to dla spółki niezwykły moment, zwieńczenie długiej i ciężkiej pracy, ukoronowanie działalności biznesowej zarządu. Potem jeszcze uderzenie w giełdowy dzwon i już można obserwować, jak kolejni inwestorzy kupują i sprzedają akcje. Ale to zwieńczenie procesu zapoczątkowanego wiele miesięcy, niekiedy nawet lat, wcześniej.

Dlaczego spółki wchodzą na warszawski parkiet? Odpowiedź jest prosta. Dla pieniędzy.

— Wszystkich debiutantów łączy zapotrzebowanie na kapitał, który pozwoliłby sfinansować inwestycje niezbędne do dalszej ekspansji. Jeśli w związku z rozwojem organicznym większość tradycyjnych narzędzi finansowania, np. kredyty inwestycyjne, została już wykorzystana, spółka może natrafić na barierę kapitału — mówi Marcin Pędziński, dyrektor obszaru rynków kapitałowych Banku Zachodniego WBK.

Barierę tę pomaga pokonać parkiet.

Moment startu

Kiedy zdecydować się na debiut? Większość przedsiębiorców uważa, że należy czekać na hossę, bo wtedy inwestorzy najchętniej sięgają do portfeli. Jest w tym trochę racji.

— Z punktu widzenia makroekonomii, zainteresowanie akcjami zazwyczaj wiąże się z wzrostową fazą cyklu koniunkturalnego. W samej zaś firmie powinien to być moment, kiedy skala prowadzonej działalności jest już na tyle znacząca, że zapewnia stabilność finansową, a jednocześnie potencjał wzrostu wartości jest jeszcze na tyle duży, by inwestorzy mogli liczyć na atrakcyjne stopy zwrotu z inwestycji — mówi Bogdan Duszek, dyrektor wydziału współpracy z emitentami DM BOŚ.

Jak przekonuje Marcin Pędziński, nie zawsze opłaca się czekać na fazę wzrostową.

— Nawet jeśli cena akcji będzie niższa niż ta, którą uzyskalibyśmy na hossie, to jeśli przed spółką stoi perspektywiczna inwestycja warto ją sfinansować. Dzięki temu dynamika rozwoju wzmocni kurs akcji, co z nawiązką może wynagrodzić nieznacznie gorszą wycenę w momencie debiutu — uważa Marcin Pędziński.

Ważne, by wcześniej przeprowadzić dokładną analizę koniecznych do spełnienia warunków, związanych m.in. z raportowaniem wyników finansowych czy obowiązkami informacyjnymi. Dzięki temu przedsiębiorca będzie mógł podjąć pierwszą z istotnych decyzji — na jakim parkiecie debiutować.

Dwa do wyboru

Na warszawskiej giełdzie spółki mają do wyboru dwa rynki: parkiet główny i NewConnect.

— NewConnect to rynek dla młodych spółek o kilkuletniej historii lub start-up’ów, rozwijających się szybko i intensywnie. Wiele spółek do NewConnect przekonują mniej restrykcyjne obowiązki informacyjne — chodzi zarówno o typ, jak i o szczegółowość publikowanych raportów. Niższy jest w przypadku NewConnect również koszt debiutu i notowań — tłumaczy Marcin Pędziński.

Dodaje, że rynek główny jest przeznaczony dla dużych spółek o ugruntowanej pozycji, dłuższej historii, rozwijających się stabilnie i poszukujących dużych środków na inwestycje. To właśnie ilość pieniędzy, które chcemy pozyskać, jest najważniejszym czynnikiem przy wyborze rynku na debiut. Na NewConnect emisje akcji są zazwyczaj mniejsze niż te na rynku głównym.

— Ważnym elementem decyzji jest także czas, jaki możemy przeznaczyć na przygotowanie emisji — na rynku głównym wymaga się sporządzenia i zatwierdzenia prospektu emisyjnego, co oznacza kilkumiesięczny etap przygotowań. Na NewConnect uproszczone formuły procedur umożliwiają debiut w ciągu kilku tygodni — mówi Bogdan Duszek.

Kapitalizacja spółki na rynku głównym musi wynosić 15 mln euro. Na NewConnect 12 mln euro.

Obowiązki, obowiązki

Debiutująca spółka musi spełnić wiele warunków, które często wymuszają różnego rodzaju zmiany organizacyjne w firmie.

— Jeśli spółka zamierza wejść na rynek główny, należy sporządzić prospekt emisyjny i doprowadzić do jego zatwierdzenia przez Komisję Nadzoru Finansowego, a następnie opublikowania w postaci papierowej bądź elektronicznej. Wymagane jest także zatrudnienie domu maklerskiego, który jest licencjonowanym podmiotem, za pośrednictwem którego jest składany wniosek o zatwierdzenie prospektu i który ma prawo oferowania papierów wartościowych w ofercie publicznej — tłumaczy Bogdan Duszek.

Oprócz domu maklerskiego warto zatrudnić doradcę finansowego, prawnego, audytora, a często także firmę odpowiedzialną za PR. Wysokość wynagrodzenia doradcy finansowego i domów maklerskich jest najczęściej określana stawką prowizyjną.

— Jeśli mówimy o rynku NewConnect, wymagane jest zaangażowanie autoryzowanego doradcy, sporządzenie dokumentu informacyjnego i jego zaakceptowanie przez Giełdę Papierów Wartościowych oraz podpisanie umowy z domem maklerskim pełniącym funkcję agenta emisji w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych i animatora zapewniającego płynność notowań akcji — mówi Bogdan Duszek.

Dodatkowym obowiązkiem jest konieczność poddania się regulacjom formalnym związanym z wykonywaniem obowiązków informacyjnych na poszczególnych rynkach.

Widać więc, że przygotowania do debiutu giełdowego są długie, wymagające i ciężkie. Jednak widok rosnącego kursu akcji przedsiębiorstwa wynagradza trudy. l

Komentarz

Gdy rozpoczynasz działalność eksportową

olscy producenci, aby powiększyć rynek zbytu i zwiększyć przychody firmy, decydują się na rozpoczęcie działalności eksportowej. Ale firma wystawia się tym samym na ryzyko walutowe. Przychody z eksportu narażone są bowiem na zmienność kursów waluty obcej do złotego. Powstaje tak zwana ekspozycja walutowa, na którą składają się: należności i zobowiązania denominowane w walucie, kredyty walutowe, które teraz wydają się atrakcyjniejsze niż złotowe ze względu na niski koszt pieniądza w Europie i USA, a także przesunięcia czasowe, gdy przedsiębiorca przychody walutowe przeznacza na zakup surowców,

Przy decyzji o rozpoczęciu eksportu trzeba ustalić warunki wymiany przychodów walutowych w polskich bankach. Istotne są też umowy konieczne do zawierania transakcji zabezpieczających ryzyko walutowe. Wybierając oferty instytucji finansowych, należy zwrócić uwagę między innymi na koszty transakcji pojedynczych przewalutowań natychmiastowych (tzw. transakcji spot). Składowe tych kosztów to spread (czyli różnica między kursem kupna i sprzedaży), marża (różnica między teoretycznym kursem rynkowym kupna lub sprzedaży a kursem zaproponowanym przez dealera — jest to zarobek dla banku za wykonanie transakcji). Kolejna ważna sprawa to wielkość kwotowa transakcji, od których można rozpocząć negocjację kosztów wykonania przewalutowania. Istotne są również warunki umowy o zawieranie transakcji zabezpieczających na instrumentach pochodnych (najistotniejsze pytanie to, czy firma dostanie swoisty kredyt zaufania w postaci linii kredytowych do zawierania takich transakcji bez konieczności wnoszenia depozytów).

Warto również zwrócić uwagę na wielkości koniecznych depozytów w przypadku transakcji typu kontrakt terminowy na sprzedaż waluty w terminie.

W razie decyzji o zabezpieczeniu się firmy przed ryzykiem walutowym należy dokładnie przeanalizować sytuację, gdyż każdy błąd może być bardzo kosztowny. Najczęstsze błędy to: niedopasowanie instrumentów zabezpieczających do charakteru przepływów walutowych firmy, przeszacowanie lub niedoszacowanie ekspozycji walutowej koniecznej do zabezpieczenia, zły wybór momentu wprowadzenia zabezpieczeń, brak stałego monitoringu rynku walutowego.

Wspomniane aspekty oraz złożoność analizy rynku walutowego w celu optymalnego zabezpieczenia wymagają zatrudnienia pracowników o odpowiednim doświadczeniu, wiedzy i umiejętnościach. Często tańszy jest outsourcing zarządzania ryzykiem walutowym. l

Tomasz Szecówka

departament doradztwa korporacyjnego Dom Maklerski TMS Brokers