Droga od Mongolii do Francji w cztery dekady

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2013-12-05 00:00

Kiedy wychodziliśmy z komunizmu, byliśmy zamożni jak obecnie Mongołowie czy Marokańczycy. W 2030 r. dobijemy do Francuzów i Finów

Polska gospodarka obchodzi swój ważny jubileusz — niemal równo 25 lat temu, w grudniu 1988 r., stworzona została tzw. ustawa Wilczka, uznawana za symboliczny koniec komunizmu w polskiej gospodarce i początek wolnego rynku. Nowe prawo dawało każdemu obywatelowi PRL możliwość prowadzenia firmy i pozwalało na każdą działalność, która nie jest innymi przepisami zakazana. „Trzy razy stawałem przed Biurem Politycznym. Grzmiałem wtedy, broniąc swoich tez i niejednokrotnie powołując się na Miltona Friedmana. Pamiętam, że Jaruzelski dłońmi zatykał uszy” — wspominał ten czas Mieczysław Wilczek w wywiadzie dla tygodnika „Najwyższy czas”.

W pogoni za Grecją

Co przyniosła ustawa i zapoczątkowana nią transformacja? Na początku nie było łatwo. Kiedy Sejm uchwalał nowe prawo, PKB Polski w przeliczeniu na mieszkańca wynosił około 6,1 tys. USD, czyli pod względem zamożności Polacy byli mniej więcej na poziomie dzisiejszej Jordanii, Gruzji, Armenii czy Wysp Samoa. W kolejnych dwóch latach jednak nasza gospodarka zaczęła się kurczyć, PKB na mieszkańca spadł — w 1990 r. do 5,9 tys. USD, czyli poziomu dzisiejszej Mongolii, a w 1991 r. do 5,6 tys. USD, czyli sięgnęliśmy poziomu krajów afrykańskich, np. Maroka czy Suazi.

Od tego czasu jednak z roku na rok polska zamożność pnie się w górę (przynajmniej ta liczona rachunkami PKB). W 1992 r. wróciliśmy do poziomu obecnej Mongolii, trzy lata później sięgnęliśmy dzisiejszej Ukrainy czy Iraku (7,3 tys. USD). Kiedy w 2001 r. padały dwie wieże World Trade Center, nasz PKB na mieszkańca wynosił już 10,7 tys. USD, czyli doszliśmy do zamożności, jaką dzisiaj notuje się w Serbii, Macedonii czy Czarnogórze. Trzy lata później, wchodząc do Unii Europejskiej, zbliżyliśmy się do dzisiejszej Rumunii czy Bułgarii (13,2 tys. USD), a kiedy w 2008 r. upadał Lehman Brothers i rozpoczynał się globalny kryzys finansowy, nasz PKB na mieszkańca przegonił już obecną Turcję i był na poziomie obserwowanym dziś w Chorwacji czy Malezji (17,5 tys. USD). W 2013 r. nasz PKB na mieszkańca zbliżony jest do poziomu krajów bałtyckich (21,1 tys. USD) i niewiele ustępuje już — niedawno o wiele bogatszej od nas — Grecji (23,6 tys.). W ćwierć wieku nasza zamożność powiększyła się więc prawie czterokrotnie. Z poziomu niemal kraju Trzeciego Świata awansowaliśmy na europejskiego średniaka.

Pod górkę, ale do przodu

Trzeba mieć świadomość, że w kolejnych latach coraz trudniej będzie piąć się w górę. Przez ostatnich 25 lat polska gospodarka rosła w średnim tempie 5,3 proc. Kilka lat temu, na początku kryzysu finansowego, ekonomiści (np. Narodowego Banku Polskiego) szacowali, że tzw. produkt potencjalny Polski (naturalne, średnioterminowe roczne tempo rozwoju danej gospodarki) wynosiło 4 proc. Obecnie szacuje się go tylko na 3 proc. Po prostu jako średnio zamożny kraj nie jesteśmy już w stanie tak szybko nadrabiać cywilizacyjnego zapóźnienia, jak robiliśmy to jako biedak z dużymi rezerwami, które można łatwo uruchomić.

Ale nawet przy takim umiarkowanym tempie rozwoju polska zamożność będzie stopniowo rosła. Jeśli założyć, że wzrost gospodarczy wyniesie właśnie średnio 3 proc. rocznie, za trzy lata pod względem PKB na mieszkańca będziemy na poziomie wyższym od dzisiejszej Portugalii (23,1 tys. USD), a trzy lata później sięgniemy Cypru (25,2 tys. USD). W 2025 r. Polakom powinno się już żyć tak, jak żyje się dziś statystycznemu Hiszpanowi (oby tylko nie pod względem bezrobocia), a w 2028 r. powinniśmy być tak bogaci jak Koreańczycy. W 2030 r. — cztery dekady po okresie „marokańsko-mongolskim” — powinniśmy już prawie zrównać się poziomem zamożności z obecnymi mieszkańcami Francji, Finlandii czy Izraela (34,9 tys.). Jeśli nie wydarzy się żadna katastrofa i ten scenariusz zostanie zrealizowany, droga, jaką przejdzie Polska gospodarka, będzie naprawdę godna podziwu.

Luksus spowszedniał Polakom
Odsetek gospodarstw domowych wyposażonych w dobra trwałego użytku (w proc.)
Jeśli mierzyć bogactwo liczbą przedmiotów znoszonych do mieszkań, Polacy przez ostatnie ćwierć wieku gwałtownie się wzbogacili. Przedmioty, na które w 1989 r. mogła sobie pozwolić tylko część społeczeństwa, dzisiaj są już właściwie ogólnodostępne. Obrady Okrągłego Stołu na kolorowym telewizorze mogła śledzić tylko co druga polska rodzina, teraz bez telewizji żyje tylko 2 proc. Polaków, w dodatku większość robi to z wyboru, a nie z biedy. Prawie dwukrotnie (z 33 do 60 proc.) wzrósł też odsetek gospodarstw domowych, które mają w rodzinie przynajmniej jeden samochód. Powiększyła nam się też przestrzeń życiowa. Na początku przemian na statystycznego Kowalskiego przypadało 17 mkw. domu lub mieszkania. Obecnie już 24 mkw. Nic dziwnego, gdzieś te wszystkie pralki, lodówki i telewizory trzeba w końcu trzymać. [JKW]

 

OKIEM EKSPERTA
Politycy zepsuli nam Wilczka
ROBERT GWIAZDOWSKI, prezydent Centrum im. Adama Smitha
Ostatnie 25 lat to okres zezwolenia i regulacje, co coraz sukcesu polskiej mocniej krępowało przedsię- gospodarki, przeżyliśmy jako biorczość i spowalniało wzrost społeczeństwo prawdziwy skok gospodarczy. Gdyby politycy rozwojowy. Jest jednak pewne zostawili Wilczka w spokoju, „ale”. Podręczniki zarządzania sukces gospodarczy byłby bar- mówią, że jeśli zarobiłeś 100 zł, dziej imponujący, bo potencjał ale mogłeś zarobić 300 zł, to tak mamy ogromny. Polska leży naprawdę straciłeś 200 zł. Tak w samym centrum Europy, na jest też w przypadku polskiej przecięciu szlaków handlowych, transformacji. Sporo udało się a ponadto mieliśmy ogromne zrobić, ale wiele szans zostało zasoby ludzkie, bo jako jedyny zmarnowanych. Bylibyśmy dziś kraj w naszej części świata znacznie dalej, gdyby kolejne dorobiliśmy się dwóch wyżów rządy nie psuły tego, co dała demograficznych, z których ustawa Wilczka. Wprowadzały jeden schodzi już, niestety, kolejne licencje, koncesje, z rynku pracy.

 

OKIEM EKSPERTA
Można było zrobić więcej
JACEK SOCHA, wiceprezes PwC, były minister skarbu
Postać Mieczysława Wilczka okres odważnych reform zasłużenie stała się wolnorynkowych w Polsce. pewnym symbolem przemian Jego dzieło kontynuował gospodarczych w Polsce. jeszcze w 1989 r. tylko Leszek Dołączył do rządu PRL w jego Balcerowicz. W 1990 r. schyłkowej fazie i jako wielo- rozpoczął się już trwający do letni prywatny przedsiębiorca dziś okres rozmywania tych stał się ministrem przemysłu. dokonań, czyli stopniowego W odróżnieniu od kolegów wzrostu biurokracji i krępowa- z rządu wiedział, jak działa nia przedsiębiorczości różnymi gospodarka, miał wizję i wierzył zakazami i ciągnącymi się w wolny rynek, ponadto mało w nieskończoność decyzjami mówił, a dużo robił. Wprowadził administracyjnymi. Dlatego, jasne przepisy i dał przestrzeń choć polska gospodarka dla polskiej przedsiębiorczo- osiągnęła dużo przez ostatnie ści. Od jego ustawy zaczął się ćwierć wieku, nie mogę czuć się krótki, ale bardzo intensywny do końca usatysfakcjonowany.