Drogie biura urzędników, czyli wiele hałasu o nic

Emil Górecki
opublikowano: 2015-05-07 11:49

„Rzeczpospolita” alarmuje, że polskie ministerstwa, zamiast kupować biurowce – wynajmuje powierzchnię biurową. „Krytykują to eksperci od nieruchomości i opozycja” – pisze. Autor Wiktor Ferfecki zapomniał jednak przywołać argumentów.

Z kwotami polemizować trudno. Można je jednak poddać jakiejkolwiek analizie. Nie robi tego cytowany przez „Rz” Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości. Mówi jedynie, że instytucje rządowe nie powinny najmować biur, bo mają charakter trwały i nie podlegają zmianom, jak instytucje komercyjne. Czy tak jest? Niekoniecznie. Instytucje publiczne również zmieniają zapotrzebowanie na powierzchnię biurową, choćby z okazji łączenia się lub dzielenia, czy chwilowych wydarzeń, jak polska prezydencja w UE.

Gazeta pisze, że cześć powierzchni instytucje rządowe podnajmują sobie nawzajem, co zmniejsza faktyczne koszty dla podatników. Przyjmijmy jednak, że ministerstwa wynajęły wszystko na rynku. Standardem w wynajmie powierzchni biurowej jest płatność w euro. Instytucje publiczne płacą w złotówkach, ale wysokość czynszu jest skorelowana ze stawkami w euro. Zwykle wynajmują biura niższych klas, płacą więc około 11,5 EUR za mkw. miesięcznie, czyli 46,6 zł. „Rz” podaje, że ministerstwa w zeszłym roku wydały na wynajem biur 16,9 mln zł. Nie zapytała, ile powierzchni wynajmują, ale z prostego przeliczenia wynika że jest to około 30 tys. mkw. Średnio wychodzi niecałe 1,8 tys. mkw. na resort. Czy to dużo? W całej Warszawie instytucje publiczne zajmują około 1 mln mkw. Wynajmują więc… 3 proc. potrzebnej powierzchni. 

Mimo wszystko, może bardziej opłacałoby się kupić biurowiec o powierzchni 30 tys. mkw.? To w Warszawie wielkość, którą chętnie połykają wszystkie zagraniczne fundusze. Ile taki zakup by kosztował? W zeszłym roku najbardziej zbliżona wielkością transakcja to sprzedaż biurowca Lipowy Office Park. Budynek kosztował nowego właściciela 115 mln EUR (ok. 466 mln zł), ale ma 40 tys. mkw. powierzchni. Można więc przyjąć (z dużą dozą ogólności), że za 30 tys. mkw. trzeba by zapłacić ok. 350 mln zł. To 20 razy więcej niż zeszłoroczne opłaty za wynajem biurowców. Warto dodać, że ta kwota nie jest całkowitym kosztem posiadania biurowca, bo po 20 latach użytkowania budynki o dzisiejszym standardzie wymagają gruntownego remontu. O kosztach bieżących i utrzymaniu ekip technicznych już nie wspominam.

Prywatne, a nawet państwowe firmy, już dawno doszły do wniosku, że skoro zajmują się doradztwem/produkcją pończoch/ubezpieczeniami, to nie opłaca im się mrozić kapitału i poświęcać czasu na własny biurowiec/fabrykę/placówkę. Wynajmują je, płacą czynsz, a opieki nad nieruchomością wymagają od właściciela. Dodatkowo czynsz wrzucają sobie w koszty prowadzenia działalności – ten aspekt akurat instytucji publicznych nie dotyczy.

Znaczna część instytucji publicznych w Londynie, Paryżu, Amsterdamie czy Berlinie ma swoje siedziby w wynajmowanych biurowcach. Rząd natomiast zajmuje się rządzeniem państwem, a nie zarządzaniem nieruchomościami. Nie widzę przeciwwskazań, by tak samo działo się ze znaczną częścią polskich urzędów, które nie opływają w dostatki. Wyjątkiem były Lasy Państwowe, które dwa lata temu kupiły biurowiec na własne potrzeby. To jednak dla nich dobra inwestycja, bo leśnicy od dawna cierpieli na nadpłynność. Jednak czy lepiej byłoby dla podatnika, żeby np. ministerstwo zdrowia kupiło sobie budynek, zamiast przeznaczyć pieniądze na rozładowanie kolejek? Czy budowa nowej siedziby dla np. ministerstwa sportu to lepszy wydatek, niż dofinansowanie zajęć sportowych dla młodzieży?

Nie uważam, że urzędnicy na hurra powinni być przenoszeni do wynajmowanych biurowców. Chodzi raczej o to, że poważna gazeta powinna oprzeć jeden z głównych tekstów na danych pokazujących wielkość zjawiska, prezentujących rzetelną analizę kosztową i opierając się na fachowych opiniach i wyliczeniach.