Nie tylko importerzy i dilerzy aut popularnych kończyli ubiegły rok w kiepskich nastrojach. Niepokój o przyszłość dosięgnął też amatorów zakupów marek z wyższej półki, czyli tzw. segmentu premium. Sytuacja w tej grupie aut diametralnie zmieniła się w ciągu ostatnich dwóch miesięcy 2011 r. Według ekspertów firmy Samar, jeszcze pod koniec października dilerzy mogli cieszyć się dodatnią dynamiką sprzedaży (liczba zarejestrowanych aut) na poziomie 0,9 proc. Pod koniec grudnia pojawił się jednak spadek, i to o ponad 8 proc. Na otarcie łez trzeba dodać, że kondycja importerów aut z wyższej półki jest i tak lepsza niż w segmencie popularnym, w którym sprzedaż spadła o ponad 12,6 proc.




Hamowanie entuzjazmu
Eksperci Samaru przypominają, że spora część klientów aut z wyższej półki to klienci instytucjonalni. Stąd niepewne perspektywy gospodarcze hamują ich entuzjazm do zakupów.
— Menedżerowie i właściciele zastanawiają się, czy ich firma może liczyć na ten sam poziom zamówień co wcześniej. Od tego zależy, czy przedsiębiorcy będą podejmowali zobowiązania finansowe, związane także z zakupem samochodu — podkreśla Wojciech Drzewiecki, szef Samaru.
Według niego, początek roku może być słabszy dla marek premium (Samar zalicza do tego segmentu zarówno volvo, jak i luksusowego rolls-royce’a). Szczególnie jeśli chodzi o poziom zamówień na auta z nowego rocznika.
— Inna sprawa, że wyprzedaże mogą zwiększyć tegoroczną sprzedaż. Poziom udzielanych rabatów jest dość duży — np. 60 tys. zł na audi A8 czy 18-20 proc. rabatu na modele mercedesa. To może być zachęta do zakupunowego auta. Mam nadzieję, że po krótkim okresie wyczekiwania koniunktura powróci — twierdzi Wojciech Drzewiecki.
Rabaty i upusty to tylko część rozpoczętej przez producentów agresywnej walki o klienta. Volvo proponuje np. firmom przerobienie (za około 10 tys. zł) aut dla firmy na… bankowóz, co umożliwi 100-procentowe odliczenie podatku VAT.
— Jeśli spowolnienie gospodarcze będzie się pogłębiało, wielu klientów odsunie decyzje o zakupie — przyznaje Arkadiusz Nowiński, prezes Volvo Auto Polska.
Z grona aut określanych mianem premium warto wyodrębnić auta luksusowe: Ferrari i Bentley mocno zwiększyły sprzedaż, Rolls-Royce, który na świecie bił rekordy, dostał zadyszki (patrz infografika).
Luksusowe obawy
— Marki luksusowe są odporniejsze na kryzys. I jeśli nie dojdzie w Polsce np. do spektakularnych bankructw, ich sprzedaż powinna być niezagrożona — podkreśla Piotr Jędrach, odpowiedzialny za markę Bentley w Polsce. Obaw jednak także nie brakuje.
— Ostatnie półrocze przyniosło wzrost kursu euro o około 50 gr. Przy cenach auta na poziomie miliona złotych ma to znaczenie nawet dla zamożnego klienta — mówi szef Bentleya.