Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa obiecuje rychłe dokończenie budowy autostrady A1, dzięki czemu kierowcy wreszcie będą mogli szybko i komfortowo dojechać od południowej granicy nad morze. Resort właśnie zdecydował, że 80-kilometrowy odcinek między Tuszynem a Częstochową wkrótce będzie budowany.

— Liczymy, że przetargi rozstrzygniemy we wrześniu 2017 r., a realizacja inwestycji potrwa około trzech lat, więc autostrada zostanie zbudowana około 2020 r. — prognozuje Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury. W informacji prasowej resortu podano, że poszczególne odcinki będą oddawane do ruchu w latach 2020-22.
Specspółki nie będzie
Wartość inwestycji jest szacowana na 3,6 mld zł. Zostanie sfinansowana przez Krajowy Fundusz Drogowy (KFD). To spore zaskoczenie. Rynkowi menedżerowie mieli nadzieję, że trasa, której prognozy natężenia ruchu wróżą, że będzie oblegana przez kierowców, zostanie wykonana w modelu publiczno-prywatnego partnerstwa. Rządowy program budowy dróg do 2025 r. przewidywał natomiast jej realizację przez spółkę specjalnego przeznaczenia, bo w kosztorysie KFD nie było na nią pieniędzy.
„Do powołania spółki konieczne byłoby jednak podjęcie szeregu czynności i zmian prawnych, technicznych i finansowych,także na poziomie europejskim. Na ten proces potrzeba dodatkowo co najmniej 2 lata, dlatego podjęta została decyzja o skierowaniu inwestycji do realizacji w systemie tradycyjnym” — napisano w komunikacie MIB.
Jan Krynicki, rzecznik Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, twierdzi, że resort najwyraźniej znalazł pieniądze na realizację, ale ich źródła nie wskazuje. Podkreśla jednak, że przyśpieszenieinwestycji pozwoli prędzej objąć trasę opłatami, dzięki czemu koszty jej finansowania szybciej się zwrócą. Zyska też cała gospodarka, bo kierowcy, zamiast stać w korkach i tłoczyć się na miejskich ulicach, szybko dotrą autostradą do celu. Przedstawiciele drogowej administracji mówią także o przesunięciach na liście priorytetowych inwestycji, nie podają jednak, czy lub które zadania mogą trafić do rezerwy.
Długi albo zrzutka
Rządowi urzędnicy od miesięcy szukają pieniędzy na drogowe inwestycje. W planie do 2025 r. oszacowano ich koszt na 107 mld zł. Zadania warte ponad 80 mld zł są już na etapie przetargu, projektowania albo realizacji. Andrzej Adamczyk oraz Jerzy Szmit, wiceminister infrastruktury, wielokrotnie przekonywali jednak, że kwota zapisana w programie jest zbyt niska, by zrealizować wszystkie wpisane w nim inwestycje.
Ich wartość szacowali na prawie 200 mld zł. Wraz z branżowymi specjalistami próbowali szukać oszczędności, ale wiele z nich będzie można wprowadzić dopiero w przyszłości, bo wymagają zmian prawnych albo administracyjnych.
Drogowcy wciąż więc głowią się, skąd wziąć pieniądze na realizację długiej listy inwestycji. — Zależy nam na „ociepleniu wizerunku” opłaty paliwowej i jej podwyższeniu. Krajowy Fundusz Drogowy (KFD) jest już przecież zadłużony i wolelibyśmy uniknąć drastycznego zwiększania jego zobowiązań i zyskać społeczną akceptację dla podniesienia opłaty od paliw — mówi jeden z przedstawicieli administracji drogowej. Długi KFD przekraczają znacznie 60 mld zł, a z informacji „PB” wynika, że po wykonaniu drogowego planu sięgną nawet 140 mld zł.
Negatywnie o dalszym zadłużaniu się KFD wypowiadali się także kilka tygodni temu przedstawiciele Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa (PZPB). W liście przesłanym do premier Beaty Szydło wskazywali, że obsługa długu już generuje 18 mld zł kosztów, a znaczące zwiększanie zobowiązań ograniczy w przyszłości finansowanie infrastruktury. „Mamy prawne możliwości zasilania funduszy: drogowego i kolejowego ze źródeł, które nie generują takich kosztów jak obligacje czy kredyty, jednak stopień ich wykorzystania jest niewystarczający w stosunku do planów inwestycyjnych” — przekonuje w liście PZPB, postulując „sprawiedliwe rozłożenie kosztów finansowania inwestycji”.
Wprost jednak o zwyżce opłaty paliwowej branżowi eksperci nie mówią. Zwiększenie tego parapodatku nie będzie bowiem łatwe. Resort infrastruktury już kilka miesięcy temu próbował wprowadzić podwyżkę, ale wówczas pomysł został skrytykowany i ministerstwo wycofało propozycję, sugerując, że jej autorami byli branżowi specjaliści. © Ⓟ