Drop ostro gra z fiskusem w naczelnym sądzie

Skarbówka i WSA pominęły korzystne dla nas dowody — skarżyli się przedstawiciele Dropu. Wyrok za 2 tygodnie.

Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) rozpatrzył wczoraj kasację giełdowej spółki od wyroku sądu niższej instancji z 4 lipca, utrzymującego nałożony przez fiskusa domiar podatkowy wysokości 600 tys. zł. Na ostateczny werdykt czeka cała branża złomiarska, borykająca się ze zmasowanymi nalotami fiskusa. — Organy skarbowe z góry założyły fałszywą tezę, że cała branża handlu złomem metali jest zamieszania w oszustwa podatkowe polegające na wyłudzaniu VAT. Jednak zamiast kontrolować przestępców, fiskus rzucił się na uczciwe firmy, które nie miały nic wspólnego z procederem. Nie poddamy się i będziemy walczyć do końca — mówi Zbigniew Chwedoruk, prezes i większościowy udziałowiec Dropu.

Fiskus zarzucił spółce, że wyłudzała zwrot VAT od rzekomo fikcyjnych faktur wystawianych na rzekomy fikcyjny obrót złomem metali. Na wczorajszej rozprawie przedstawiciele spółki bezpardonowo rozprawili się ze stanowiskiem organów skarbowych oraz Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA).

— Fiskus uważa, że dostawy złomu do Dropu od niejakiego Lecha W. były fikcyjne, więc spółka nie miała prawa odliczać sobie VAT. To stanowisko bezkrytycznie przyjął WSA. Jednak zgromadzone dowody temu przeczą. Drop otrzymywał dostawy złomu od Lecha W. oraz faktury je dokumentujące. Płacił przelewami bankowymi. Prawdziwość dostaw potwierdzają także zeznania kierowców wożących towar — mówi Zbigniew Cieślak, radca prawny spółki. D

rop uważa, że padł ofiarą nagonki. — Od Lecha W. otrzymaliśmy tylko 7 dostaw złomu. Dokonywał on dużo większych dostaw do innych firm, ale tylko nam fiskus zakwestionował prawo do odliczenia VAT — mówi Zbigniew Chwedoruk.

Firma bardzo liczy na to, że NSA weźmie pod uwagę wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który 21 czerwca 2012 r. orzekł, że fiskus nie może przerzucać na firmy odpowiedzialności za machlojki ich kontrahentów, o ile o tym nie wiedziały i przy dochowaniu staranności nie mogły się dowiedzieć. W toku śledztwa CBŚ Lech W. przyznał, że zdarzało mu się wystawiać fałszywe faktury, lecz zasłonił się niepamięcią, komu i kiedy.

— Przed nawiązaniem współpracy weryfikowaliśmy w miarę możliwości rzetelność i wiarygodność tego dostawcy. Sprawdziliśmy, czy jest podatnikiem VAT, jego NIP oraz REGON. Dochowaliśmy należytej staranności — twierdzi prezes Dropu.

Co zastanawiające, fiskus nigdy nie skontrolował Lecha W., natomiast długo siedział w Dropie. Za rzekome przekręty w 2005 r. nałożył domiar 600 tys. zł. Przyczepił się też do transakcji z kolejnych lat. Położył łapę na rachunkach bankowych firmy i jej nieruchomościach (łączne zabezpieczenie na 26 mln zł). Niedawno sąd uwolnił spółkę od morderczych zabezpieczeń. Wydanie wyroku NSA odroczył do 18 grudnia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Drop ostro gra z fiskusem w naczelnym sądzie