Drugie dno kryzysu staje się faktem

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2010-03-25 07:06

Na szczęście na razie jest bardzo płytkie. Wychodzenie z kryzysu okazuje się trudniejsze, niż się wydawało, bo Kowalski trzyma się za kieszeń.

Gospodarka traci impet. Konsumpcja gospodarstw domowych, uznawana do niedawna za motor naszej gospodarki, staje się jej balastem. Przez to wzrost gospodarczy zamiast przyspieszać — jak dzieje się to dziś w większości krajów naszej części świata — zwalnia.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, sprzedaż detaliczna w lutym była tylko o 0,1 proc. wyższa niż przed rokiem. Ekonomiści spodziewali się prawie 4-procentowego wzrostu. Realnie — po uwzględnieniu inflacji — sprzedaż była niższa niż przed rokiem o 2,8 proc. A przecież konsumpcja stanowi około 60 proc. polskiego PKB.

— Wyniki sprzedaży są zaskakująco słabe. Częściowo tłumaczymy to wyjątkowo ostrą zimą, ale nie tylko. Spadek zatrudnienia i nieznaczne podwyżki wynagrodzeń obniżają dochody ludności — komentuje Łukasz Wojtkowiak, ekonomista Banku Millennium.

Od robienia zakupów odstręcza Polaków też stale pogarszająca się sytuacja na rynku pracy i obawy o utratę źródła utrzymania. Bezrobocie w lutym wyniosło 13 proc. Grono osób bez pracy powiększyło się przez miesiąc o 49 tys. Łącznie w urzędach pracy zarejestrowanych jest już 2,1 mln ludzi.

— Na szczęście to jeden z ostatnich miesięcy wzrostu bezrobocia. Na wiosnę przybywać będzie prac sezonowych, a następna "zimowa górka" stopy bezrobocia będzie już na zbliżonym poziomie do tej tegorocznej. Na rynek pracy wraca więc stabilizacja — mówi Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Więcej w czwartkowym Pulsie Biznesu.