Drugie życie Monnari

Anna Pronińska
opublikowano: 2014-02-24 00:00

Spółka, która odrodziła się niczym Feniks z popiołów, zapowiada lepsze wyniki w 2014 r. i rozbudowę sieci.

Kilka lat temu Monnari znajdowało się na krawędzi upadłości. Ten rozdział w jego historii został już zamknięty. Wierzyciele zostali spłaceni, wyniki mocno się poprawiły, a kurs akcji w 2013 r. wzrósł o ponad 450 proc.

— Zakładamy, że pod względem wyników ten rok będzie lepszy niż naszym zdaniem udany 2013 r. Spodziewam się wzrostu konsumpcji, a w związku z tym — obrotów. Dostosowujemy kolekcję do oczekiwań klientek, co także przyczynia się do zwiększenia sprzedaży. Kolekcja wiosenno-letniasprzedaje się bardzo dobrze. Poprawiamy również marżę brutto na sprzedaży — wylicza Mirosław Misztal, prezes Monnari.

Odzieżowa spółka pochwaliła się rekordowymi wynikami za 2013 r., w którym przychody wzrosły o ponad 10 proc., do 145,6 mln zł, a zysk netto aż o 106 proc., do 17 mln zł. Teoretycznie Monnari mogłoby pomyśleć o wypłacie dywidendy z zeszłorocznego zysku.

— Decyzja w sprawie dywidendy należy do akcjonariuszy. Jako prezes uważam, że pieniądze są potrzebne spółce na rozwój — tym bardziej że na rynku jest wiele ciekawych możliwości, w tym akwizycyjnych. Trzeba je wykorzystywać — uważa Mirosław Misztal, także jeden z głównych akcjonariuszy Monnari.

Spółka wciąż negocjuje przejęcie firmy Kan, do której należą odzieżowe marki Tatuum i Coyoco.

— W najbliższym czasie powinno się wyjaśnić, czy właściciele Kan zgodzą się na nasze warunki. Naszym celem jest przejęcie co najmniej 51 proc. udziałów — mówi Mirosław Misztal.

— Wiele kwestii zostało omówionych, ale rozmowy nadal trwają. W najbliższych tygodniach planowane są kolejne spotkania— mówi Adam Kapitańczyk, prokurent Kanu. Monnari obiecuje też rozwój sieci liczącej 116 sklepów.

— Zakładamy, że w tym roku otworzymy około 15 salonów. Pierwszy już powstał w Tarnowie, w Gemini Park. Bierzemy pod uwagę nie tylko duże miasta — mówi Mirosław Misztal.