Drugie życie wyścigów konnych

  • Emil Górecki
08-03-2013, 00:00

Totalizator Sportowy szuka chętnego, który zainwestuje setki milionów w zaniedbany teren hipodromu.

Kiedy w czerwcu 1939 r. na warszawskim Służewcu po raz pierwszy ścigały się najlepsze konie II Rzeczpospolitej, obiekt nie miał w Europie godnej konkurencji. Lata świetności ma za sobą, a kilka lat temu instytucja chyliła się ku upadkowi. Do gry wszedł jednak Totalizator Sportowy (TS), który wydzierżawił obiekt na 30 lat i zobowiązał się utrzymać gonitwy. Dżokeje ścigają się nadal, a stawki rosną, bo wyścigi stają się popularne wśród francuskich graczy. Ale żeby zachęcić ich do oglądania gonitw na żywo, TS szykuje duże inwestycje.

— Na ten rok zaplanowaliśmy remonty infrastruktury związanej ściśle z organizacją gonitw, co pochłonie ok. 35 mln zł. Wybraliśmy też PwC na partnera do poszukiwania inwestora, który na własny koszt zagospodaruje pozostałe tereny w zamian za prawo do długoletniej eksploatacji — tłumaczy Grzegorz Sołtysiński, członek zarządu Totalizatora Sportowego.

— Działamy w 160 krajach. Mamy doświadczenie w takich przedsięwzięciach, jak przygotowanie olimpiady w Soczi, infrastruktury dla Królewskich Wyścigów Konnych w Ascot czy stadionu Wembley — zapewnia Jacek Socha, partner i wiceprezes PwC.

Wyścigi zajmują prawie 140 ha, z czego większość stanowią tory. Wybrany przez TS partner będzie miał możliwość zbudowania biurowca, dwóch hoteli, hali wystawienniczej, niewielkiego budynku mieszkalnego i kompleksu sportowego. Wszystko ma być okraszone przestrzenią pod usługi i gastronomię, która ma współgrać z weekendową rozrywką miłośników wierzchowców.

— Według wstępnej koncepcji, na całym terenie jest możliwe wybudowanie około 100 tys. mkw. powierzchni pod dachem. Wartość inwestycji na tym terenie to 400- 500 mln zł, choć w optymistycznym wariancie może sięgnąć nawet 1 mld zł — mówi Grzegorz Sołtysiński. TS i PwC szukają partnera z pieniędzmi, międzynarodowym doświadczeniem w podobnych inwestycjach, który zapewni najlepszy zwrot z inwestycji.

— Liczymy, że wyłonimy partnera w dwa lata. Inwestycje mogą potrwać kolejne 2-3 lata. Potem przez ustalony czas inwestor będzie czerpał pożytki z wybudowanej infrastruktury, a na koniec przekaże je nam — mówi Konrad Komarczuk, dyrektor działu projektów w TS.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Drugie życie wyścigów konnych