Oto treść dokumentu:
„Nie chodzi o to, że skutkiem (podwyżki akcyzy – przyp. red.) będzie
nieprzewidywany wcześniej wzrost cen, jaki zanotujemy w tym segmencie rynku, a
prowadzący do ograniczenia sprzedaży (co dotknie w sposób bezpośredni część z
producentów), gdyż rynek ten stanowi obecnie zaledwie 6,3 proc. wszystkich
sprzedawanych w Polsce samochodów nowych (ok. 16,5 tysiąca do końca
października) i dotyczy niewielkiej rzeszy lepiej sytuowanych klientów. Nie
chodzi również o to, że decyzja ta stanowi także krok wymierzony przeciwko
producentom komponentów działającym w Polsce, w tym np. zakładom Toyoty, gdzie
powstaje jeden z najnowocześniejszych silników diesla, o niskim zużyciu paliwa i
niskiej emisji, którego pojemność przekracza, niestety, ustaloną dolną granicę
pojemności silnika. Nie chodzi również o wzrost kosztów importu samochodów
używanych, który może prowadzić do ograniczenia poziomu importu samochodów z
silnikami powyżej 2 litrów (co uderzy bezpośrednio w niezależnych importerów),
co mogłoby być dobrze postrzegane przez producentów nowych aut, choć pewnie
efektem Pana decyzji będzie raczej zmiana struktury wiekowej sprowadzanych
pojazdów prowadząca do obniżenia kosztów importu. Chodzi o sam fakt podjęcia
działań zaskakujących, których skutkiem będzie dalsze ograniczenie możliwości
rozwojowych polskiego rynku, a także potwierdzenie powszechnej opinii mówiącej o
jego nieprzewidywalności. W czasie, kiedy rządy większości państw Unii
Europejskiej prowadzą działania mające na celu ograniczenie skutków
pogłębiającego się kryzysu, zapowiadają zmniejszenie obciążeń podatkowych po to
by utrzymać inwestycje, ograniczyć spadek poziomu zatrudnienia, stymulować
wzrost, a w najgorszym przypadku utrzymać istniejący popyt na samochody, polski
rząd zwiększa obciążenia podatkowe” – konkluduje Wojciech Drzewiecki.