Duet sceptyczno-optymistyczny

Agnieszka Ostojska-Badziak
26-06-2009, 00:00

Na czym można dobrze zarobić? Po linijce do kłębka, a raczej — do mebli. Pomysłowość, zaradność Anderssonów sprowokowała sukces. Założycieli i licznych sukcesorów.

eśli zdarzy się wam odwiedzić siedzibę Kinnarps — w Kinnarp na południu Szwecji — zapewne natkniecie się na siwego, starszego pana. Przechadza się po firmie, chętnie zagaduje. Opowie historię firmy, którą stworzył, poświęci czas i posłuży dobrą radą.

Oto Jarl Andersson. Prawie 70 lat temu, wraz ze świeżo poślubioną Evy, zastanawiali się, jak zapewnić rodzinie godziwy byt. Małżonkowie nie snuli wielkich planów, chcieli się tylko utrzymać. A samowystarczalność mieli we krwi: pochodzili z farmerskich rodzin.

— Nie mieliśmy wizji. Chcieliśmy jedynie robić meble na zamówienie i płacić w terminie rachunki — mówi Jarl Andersson.

Linijka doświadczalna

1 lipca 1915 r. w zagrodzie Björstorp w Vartofla-Asaka na południe od Falköping przyszedł na świat Jarl. Niecałe 3 lata później, kilka kilometrów dalej — w zagrodzie Trien, w parafii Slöt urodziła się Evy. Znali się od najmłodszych lat.

Jarl miał 10 lat, gdy został dyrektorem pierwszej spółki, założonej z kilkoma kolegami. Nazywała się Linjal, czyli linijka. Chłopcy złożyli się po 3 öre i za 9 öre kupili linijkę. Urządzili loterię, w której była nagrodą, a za uzyskane pieniądze kupili więcej towarów. Odsprzedawali je innym uczniom. Po rozwiązaniu "firmy" podzielili między siebie jej kapitał — kilkaset koron!

Mały Jarl zajmował się również stolarką. Dziadek zabierał go do warsztatu stolarskiego, gdzie chłopiec patrzył, jak powstają koła do wozów i meble. Zaczął konstruować podobne. Praktykował w warsztacie w Falköping i nauczył się robić m.in. świeczniki, które produkował także w domu — na sprzedaż. Zarabiał drobne sumy. Pierwsze poważne zlecenie dostał od ojca, pomagając mu przy kładzeniu podłogi. Miał 18 lat i dostawał 5 koron wypłaty tygodniowo. Wtedy potrafił już konstruować stoły, kredensy, szafy, wyposażenie salonów fryzjerskich i sklepów.

W 1934 r. podjął pracę w Slutarbs Möbelindustrie — późniejszym konkurencie Kinnarps. W styczniu 1941 r. rozpoczął montowanie szaf i sekreter w firmie Vega w Vaggaryd. Zarabiał już 40-50 koron tygodniowo.

W grudniu tego roku poślubił Evy. Marząc o własnej fabryce, brali pod uwagę kupno kilku, ale zdecydowali się na fabrykę w Kinnarp. Podczas wizyty u rodziców Jarl przeczytał w gazecie "Falkö-pings Tidning" ogłoszenie o sprzedaży zakładów produkujących drewniane obudowy do zegarów. Anderssonowie kupili fabrykę za 14 tys. koron (plus 5 tys. za park maszynowy). Nie była rentowna, więc okoliczni sceptycy uważali, że zapaleńcy nie mają szans. Tym bardziej że Evy nie miała pojęcia o drewnie, narzędziach, warsztacie... Nadrobiła braki. Zajęła się księgowością, choć to Jarl ukończył odpowiednie kursy. Zdobyła za to wykształcenie tekstylne w Szkole Zawodowej Länu Skaraborg w Axvall, więc pracowała też w warsztacie — przy wykończeniówce. No i dbała o dom, wychowując piątkę dzieci. Często zabierała je do fabryki. Gdy były głodne, wołały mamę przez interkom. Kolejną rolą Evy była "dyżurna pesymistka". Tak ją nazywał pełen zapału i optymizmu Jarl. Realistce, obdarzonej darem wyławiania najsensowniejszych pomysłów męża, często przychodziło gasić jego temperament.

Na rzecz państwa

Jarl i Evy zainwestowali w fabrykę wszystkie oszczędności, ale sporo musieli pożyczyć (produkcja ruszyła w 27. urodziny Jarla — w 1942 r.). Nazwali ją Kinnarps Möbelfabrik. Po poprzednich właścicielach pozostało dwóch pracowników, urządzenia, deska i pół worka kleju. Jarl, pracując w Vaggaryd, zmagał się z problem wyginania wilgotnych płyt meblowych, więc od razu urządził w Kinnarps suszarnię drewna.

Zamówienia na obudowy zegarów stołowych i ściennych nadal spływały, więc Anderssonowie utrzymali produkcję. Głównie wytwarzali jednak meble dla okolicznych mieszkańców i sprzęty według rysunków architektów z Göteborga: półki, stoły, taborety.

Pierwszy przychód, 150 koron: zapłatę za dębowe biurko, zaksięgowano 10 września. W I półroczu działalności obrót doszedł do 8 tys. koron. Tydzień pracy trwał 48 godzin, a stawki godzinowe dla pracowników wynosiły 75 öre lub koronę.

W 1943 r. z zamówieniami było kiepsko. Pewnego styczniowego dnia Jarl zerknął na ogłoszenie w prasie: poszukiwano dostawców szaf z żaluzjami dla Komisji Rynku Pracy. Ofertę Kinnarps przyjęto. Był to wstęp do większych zamówień — Industriaktiebolaget Tuna, firma robiąca meble biurowe dla państwa, zwróciła się pisemnie do Kinnarps Möbelfabrik z propozycją współpracy. Z małżeństwem skontaktował się także sklep meblowy ze Sztokholmu KOFA, dostarczający meble dla Urzędu ds. Materiałów Wojennych. W listopadzie 1946 r. jego przedstawiciele wizytowali Kinnarps. Chcieli podpisać umowę o bezpośredniej współpracy. Zawierano ją na dwa lata i z reguły przedłużano o kolejny rok. Urzędowe normy określały parametry mebli, więc kontrolerzy składali regularnie wizyty, by sprawdzić, czy są przestrzegane. Kinnarps zaopatrywał państwo w szafy żaluzjowe. W 1946 r. obrót firmy wyniósł 139 tys. koron, a liczba zatrudnionych — 11 osób. Oprócz zamowień dwóch dużych klientów państwowych, fabryka realizowała też dostawy dla sprzedawców mebli i książek.

Pod koniec lat 40., gdy pensje w Szwecji znacznie wzrosły, ręczna produkcja mebli stała się jednak zbyt droga i wiele firm zaczęło je importować z Włoch, zrywając współpracę. To nie koniec kłopotów: Jarl zachorował na nerki i we wrześniu 1947 r. fabrykę wystawiono na sprzedaż. Pośrednik przejrzał papiery i poradził: Nie powinien pan sprzedawać!

Po roku Jarl wyzdrowiał, ale… spłonął fabryczny dach. Uratowane meble złożono w nowym, jeszcze pustym domu Anderssonów. Produkcję wznowiono — pod nowym dachem — po tygodniu. Kolejny bolesny cios spadł w 1951 r. — Edsbyns Möbelfabrik podpisała umowę na całość produkcji mebli biurowych dla państwa: sektor publiczny chciał mieć jednego dostawcę. Przedłużono jednak umowę z Kinnarps o pół roku, bo Edsbyns nie mógł sprostać zamówieniom od razu.

Synowie u sterów

Kinnarps Möbelfabrik nagle znalazł się bez największego klienta — Urzędu ds. Materiałów Wojennych (ponad 60 proc. obrotu). By jakoś załatać budżet, Jarl i Evy postawili na produkcję własnej kolekcji mebli. Sukces! Już w 1952 r. wzrosły obroty. Firma pozyskała dużych klientów, m.in. Urząd ds. Opieki nad Dziećmi w Sztokholmie, Scanię-Vabis i sztokholmską Komendę Stołeczną Policji.

Dziewiętnastego maja 1961 r. utworzono Kinnarps Kontorsmöbler AB. W tym samym roku po raz pierwszy odłożono pieniądze na fundusz inwestycyjny, by przeciwdziałać niekorzystnej koniunkturze.

W 1973 r. Jarl oddał przedsiębiorstwo synom: Henry’emu, Assarowi i Oliemu Jarlssonom. Zmieniono sytuację prawną spółki — AB Kinnarps Kontorsmöbler stała się spółką zależną Kinnarps AB. Prezesem pozostał Jarl. To stanowisko przekazał pierworodnemu dopiero w 1995 r.

W maju 1973 r. zatrudniono w biurze Kinnarps Rune Karlssona — pierwszego projektanta mebli w przedsiębiorstwie. Dwa lata później przedsiębiorstwo kupiło samolot (Henry Jarlsson miał licencję pilota). Maszyny używano podczas targów i podróży związanych z zakupami. Miała też znaczenie wizerunkowe — gdy firma dostała pierwsze zamówienie z Norwegii, klienta przywieziono z Oslo, pokazano fabrykę w Kinnarp i tego samego dnia odwieziono do domu.

Firma stopniowo się rozwijała. Dziesięcioleciami. Stery dzierży dziś Henry. Assar jest zaangażowany w logistykę, Oli to dyrektor zarządzający w Kinnarps Germany, Sibylla odpowiada za kulturę korporacyjną przedsiębiorstwa. Nawet Anneth Drake — fizyk — cztery razy do roku czynnie uczestniczy w radzie rodzinnej. Zasiadają w niej wszyscy członkowie klanu: od Jarla do najmłodszego wnuczęcia. Familia trzyma się mocno.

Badania i rozwój

Kinnarps to dziś trzeci co do wielkości dostawca wyposażenia biur w Europie. Roczny obrót sięga 376 mln euro (3,943 mld SEK, dane z lat 2007/08).

Firma działa w 35 krajach, filie ma w 16. Zatrudnia 2200 pracowników i zarządza czterema markami. W 100 proc. pozostaje własnością rodzinną.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Ostojska-Badziak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Duet sceptyczno-optymistyczny