Duszenie wewnętrznego popytu musi mieć granice
Deficyt obrotów bieżących w lutym, wynoszący tylko 449 mln USD, a przede wszystkim mający największy wpływ na ten wynik deficyt handlu zagranicznego (w ujęciu płatniczym) na poziomie 714 mln USD, wywołały różnorodne opinie analityków. Z jednej strony, zwracano uwagę na zasadniczy spadek (z 932 mln USD w styczniu) poziomu deficytu obrotów i o ponad połowę mniejszy deficyt handlu zagranicznego (w styczniu — 1499 mln USD), z drugiej — podnoszono kwestię, iż kontynuacja dotychczasowych tendencji, których wynikiem są te właśnie wskaźniki, może nas pchnąć w objęcia recesji.
Proste odczytanie wyników lutego nastraja optymistycznie. Po dwóch miesiącach roku deficyt stanowi około 5,7 proc. PKB, wobec 6 proc. w styczniu oraz, momentami, nawet ponad 8 proc. na przełomie lat 1999 i 2000. Przypomnijmy, że wtedy mówiło się o realnej groźbie wystąpienia kryzysu finansowego. Poziom aktualny i prognozowane przez niektórych ekonomistów 5 proc. deficytu na koniec roku 2001 uznaje się za bezpieczne. Mając na uwadze, że relację deficytu obrotów bieżących do PKB uznaje się za najważniejszy wskaźnik bezpieczeństwa finansowego państwa — można uznać, iż kryzys walutowy raczej nam nie grozi.
Znacznie mniej jednoznaczne jest odczytanie wyników handlu zagranicznego. Wpływy ze sprzedaży towarów za granicę wyniosły w lutym 2394 mln USD i były wprawdzie o 18 proc. wyższe niż rok temu, ale również o 2 proc. niższe niż w styczniu. Spadek wpływów z eksportu w ujęciu luty do stycznia wystąpił po raz pierwszy od wielu lat. Jeszcze bardziej widać to w imporcie. Tu co prawda spadek był oczekiwany, ale nie aż o 839 mln USD. Tak więc w przeważającej mierze do zadowalającego wyniku deficytu obrotów bieżących w lutym przyczynił się zasadniczy spadek importu.
Paradoksalnie, zarówno wzrost eksportu, jak i spadek importu są w dużej mierze wynikiem tego samego zjawiska — tylko występują w innych przedziałach czasowych. Zduszenie popytu wewnętrznego zmusiło producentów krajowych do poszukiwania odbiorców na rynkach zagranicznych, stąd poprawa wyników eksportu. Nie uchroniło to ich jednak przed spadkiem produkcji (najbardziej spektakularnym przykładem są samochody, ale dotyczy to wielu branż), czego efektem jest zasadniczy spadek importu. Tak więc gospodarka poważnie zwolniła.
Dalsze nasilanie się tej tendencji — w warunkach bardzo prawdopodob- nego osłabienia koniunktury w krajach Unii Europejskiej i mniejszego popytu na nasze towary oraz silnego złotego, który przed eksporterami postawi wyraźną granicę cenową, poniżej której nie da się już zejść — może spowodować niebezpieczne zbliżenie się do recesji.
Sytuacja nie jest łatwa, tym bardziej jeżeli weźmiemy pod uwagę kondycję wskaźnika wyprzedzającego koniunktury i wskaźnika optymizmu konsumentów. Wydaje się, że ożywienie może przynieść tylko łagodne osłabienie złotego, wpływające stymulująco na eksport, oraz pobudzenie popytu wewnętrznego — drogą kolejnych obniżek stóp procentowych. I koło się zamyka.
Nie cieszmy się nadmiernie: Rekordowo niski deficyt obrotów bieżących w lutym jest przede wszystkim wynikiem zasadniczego spadku importu, a nie wzrostu eksportu.