Nie miały znaczenia stosunkowo dobre dane z gospodarki europejskiej. Stopa bezrobocia w Eurolandzie wzrosła w grudniu o 0,1 proc. do 8 proc, a inflacja spadła do zaledwie 1,1 procenta. Jednak to na dane z Ameryki czekały wszystkie rynki. Tuż przed ogłoszeniem informacji o wielkości spadku amerykańskiego PKB parkiety notowały sesyjne minima, by już chwilę po publikacji wystrzelić w górę. Dla giełd przygotowanych na spadek PKB w IV kwartale 2008 roku o 5,5 proc. informacja o spadku zaledwie o 3,8 proc. była fantastyczną wiadomością. To pierwsza tak znacząca różnica „in plus” bardzo ważnych danych. Tak duże odchylenie było możliwe tylko dzięki wzrostowi zapasów. Bez nich największa gospodarka świata skurczyłaby się o ponad 5 proc. Innymi słowy produkowano wciąż dużo, ale towar zapełniał magazyny, ponieważ zabrakło kupujących. W kolejnych kwartałach ten czynnik będzie bardzo przeszkadzał.
Zaraz po publikacji nikt nie przejmował się przyszłością. Główną rolę grały
oczekiwania, a nie faktycznie dane. Nic zatem dziwnego, że największy od 26 lat
kwartalny spadek PKB w USA, doprowadził do odrobienia przez giełdy całych strat,
a część zachodnich parkietów wyszła nawet na plusy. Okazało się, że to tylko
miłe początki spadkowego handlu. Niedźwiedzie w Stanach zaraz po rozpoczęciu
sesji przejęły kierownice i giełdy zabarwiły się na czerwono. Stąd też ostatnie
chwile handlu w kraju doprowadziły do spadku WIG20 o 1 proc.
Zakończenie
sesji w Stanach było dalekie od optymistycznych. Indeksy spadły o 2 proc. co
oznacza, że styczeń zakończyły na 8,5 procentowym minusie. Początek nowego
miesiąca to standardowo szanse na dobry początek, ale efekt będzie uzależniony
od danych o przychodach i wydatkach Amerykanów. Bez poprawy w tym sektorze nie
ma szans na lepsze wyniki gospodarcze. Poza tym pierwszy tydzień miesiąca to
dane o rynku pracy z USA i ponownie jest miejsce na „pozytywną niespodziankę”.
Czy będzie i jak zostanie wykorzystana w tej chwili trudno prognozować.
Na GPW pierwszy miesiąc roku również nie przyniósł „efektu stycznia”. Wzrosty widzieliśmy tylko na początku. Ostatnie trzy tygodnie to rozczarowanie połączone z nieoczekiwanie złymi informacjami ze spółek. WIG20 wciąż walczy o utrzymanie się powyżej strefy 1550-1600. Przełamanie tej bariery niesie ryzyko dalszej przeceny, ale pozostawanie na obecnym poziomie faworyzuje byki. W końcu pojawi się jakiś pretekst do wzrostów i rynki ruszą do górnego ograniczenia obowiązującego trendu bocznego. Nie wykluczone, że pierwszy ruch w tym kierunku zobaczymy już w tym tygodniu.
Paweł Cymcyk
Analityk
A-Z Finanse