Rok 2008 r. zmusił porty lotnicze do cięcia prognoz. Większość z nich marzy, by w tym roku utrzymać liczbę pasażerów.
Wiele wskazuje na to, że to był ostatni dobry rok w pasażerskim ruchu lotniczym. Co prawda port w Krakowie zanotował 5-procentowy spadek przewozów, a na ostatecznych wynikach zaważył bardzo słaby ostatni kwartał, to ostatecznie w 2008 r. przewieziono 20,63 mln pasażerów, czyli ponad 1,5 mln więcej niż w 2007 r. i 1 mln mniej niż zakładał Urząd Lotnictwa Cywilnego.
Pierwsze oznaki zmian odczuli przewoźnicy dotknięci ubiegłorocznymi skokami cen ropy i dużą rywalizacją na rynku. Reszty dokonały przejawy spowolnienia gospodarczego, które zmusiły potencjalnych klientów linii lotniczych do zaciśnięcia pasa. Powoli wygasa także zainteresowanie połączeniami do Wielkiej Brytanii i Irlandii, a planując wypoczynek, coraz ostrożniej decydujemy się na zagraniczne wojaże.
— Wiadomo było, że tempo wzrostu słabnie, jednak w ostatnich miesiącach ubiegłego roku przyspieszyło je ciśnienie kryzysowe większe, niż się spodziewano — mówi Tomasz Dziedzic, ekspert z Instytutu Turystyki.
Zmiany wyczuwają sami przedstawiciele portów lotniczych, którzy nie chcą żonglować liczbami.
— Dla nas sukcesem będzie utrzymanie ubiegłorocznego wyniku — mówi Krzysztof Wojtkowiak, prezes portu w Bydgoszczy.
Podobnie uważa większość przedstawicieli portów lotniczych.
Tomasz Dziedzic uważa, że stagnacja nie będzie długa, a niewykluczone, że 2009 r. zakończymy z niewielkim, 2-3-procentowym, wynikiem dodatnim.
— W 2010 r. możemy powrócić na ścieżkę wzrostów — dodaje Tomasz Dziedzic.