Dyplom przydatny... nowemu pracodawcy

Kamil Kosiński
29-08-2006, 00:00

MBA raczej nie przekłada się na automatyczny awans i wzrost zarobków. Wiedza zdobyta na studiach w mniej jednoznaczny sposób pomaga w karierze...

Jednym z menedżerów, chwalących się tytułem master of business administration (MBA), jest człowiek mianowany na początku 2006 r. na wysokie stanowisko w polskim oddziale jednego z największych producentów oprogramowania. W oficjalnym życiorysie nowego menedżera, udostępnianym przez firmę, znajduje się m.in. fragment o jego wykształceniu, w tym zdanie następującej treści: „ukończył również studia Executive MBA prowadzone w Szkole Głównej Handlowej (SGH) wspólnie z University of Minnesota”. Problem w tym, że biuro studiów MBA prowadzonych przez SGH z uczelnią z Minnesoty ma na ten temat inne zdanie.

— Ten pan nie ma tytułu MBA . Nie ukończył jeszcze tych studiów, chociaż rzeczywiście je rozpoczął i większość przedmiotów zaliczył. Do ukończenia wymagane jest uzyskanie zaliczeń wszystkich przedmiotów oraz obrona projektu doradczego, co w przypadku tego pana nie miało miejsca. W związku z tym, zdanie „ukończył również studia Executive MBA prowadzone w Szkole Głównej Handlowej wspólnie z University of Minnesota” nie jest zgodne ze stanem faktycznym — informuje Agnieszka Zydlewska, menedżer ds. marketingu w biurze programu Warsaw Executive MBA.

A w innych przypadkach? Afiszowanie się tym, że menedżerowie mają ukończone kursy MBA, nie jest popularne. Rozesłaliśmy ankietę do 18 firm, których akcje są uwzględniane w indeksie WIG20. Pominęliśmy MOL i GTC. Pytaliśmy m.in. o to, ilu pracowników i ilu członków zarządu ma dyplom MBA. O ile na to drugie pytanie niektóre firmy odpowiedziały, o tyle konkretnej liczby absolwentów nie podał nikt. Podobne pytania skierowaliśmy do oddziałów kilku międzynarodowych koncernów działających w Polsce. Też nie były w stanie podać takich informacji, niektóre zasłaniały się „zasadami korporacyjnymi”.

Kurs to nie wszystko

Z nieoficjalnych rozmów z przedstawicielami firm wynika, że skoro dyplom MBA nie przekłada się na żaden formalny aspekt zatrudnienia, to nie jest przez nikogo odnotowywany w systemach kadrowych. Te same firmy często finansują lub współfinansują kursy MBA swoich pracowników.

— Finansowanie studiów MBA firmy traktują jako formę nagrody, substytut podwyżki wynagrodzenia. Powinny jednak za tym iść awans i podwyżka wynagrodzenia — mówi dr Piotr Pilch z katedry nauk społecznych Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego.

Tak podejście deklaruje BRE Bank, który uruchomił specjalny program kształcenia kadry menedżerskiej o nazwie BREmba.

— Po ukończeniu programu absolwenci automatycznie zyskują możliwość zarządzania strategicznymi projektami w banku i/lub awansu. Automatycznie też o kilka tysięcy złotych rosną ich wynagrodzenia — zapewnia Paweł Wróbel, rzecznik prasowy banku.

W ramach BREmba bank zapewnia pracownikom refinansowanie niemal pełni kosztów programu, które potrafią przekraczać 250 tys. zł. Oferta programów MBA wybranych przez BRE Bank obejmuje takie uczelnie, jak np. Harvard, Columbia University, Stanford Graduate School of Business (wszystkie w USA), London Business School (Wielka Brytania), INSEAD (Francja), IESE (Hiszpania). Dobór uczelni został dokonany na bazie rankingów studiów MBA, publikowanych w „Financial Times”.

Ranking prasowy pomógł też w wyborze studiów podyplomowych Juliuszowi Niemotko, menedżerowi odpowiedzialnemu za komputery klasy PC w Hewlett-Packard Polska, który o dyplom MBA zabiega na kursie zorganizowanym przez Uniwersytet Warszawski we współpracy z Uniwersytetem Illinois.

— Wybrałem ten kurs z kilku powodów. Zależało mi, by uzyskać dyplom uczelni zagranicznej, a nie polskiej. Taką ofertę mają m.in. kursy organizowane przez SGH i UW. Ostateczną decyzję podjąłem po lekturze rankingu studiów MBA w tygodniku „Wprost”, w którym ten kurs był akurat numerem jeden — wyjaśnia Juliusz Niemotko.

Robię to dla siebie

Studia finansuje mu firma. HP ma programy dokształcania menedżerów, lecz są to specjalistyczne szkolenia — nie obejmują studiów MBA. Po zdobyciu dyplomu pracownicy koncernu nie mogą też liczyć na podwyżkę lub awans. Mimo to...

— Podjęcie tych studiów było moją osobistą inicjatywą. Mam wykształcenie techniczne, skończyłem politechnikę. W pracy odczuwam potrzebę uzupełnienia wiedzy z marketingu, finansów i zarządzania. Przekonanie firmy do finansowania kursu wymagało trochę zabiegów. Bo choć pracuję w biurze warszawskim, to kiedy zaczynałem studia, mój szef rezydował we Francji. Nasza korporacja nie daje podwyżki zaraz po uzyskaniu dyplomu, ale mam nadzieję, że zdobyta wiedza pomoże mi w karierze — mówi Juliusz Niemotko.

— Nie mamy dokładnych danych, jaka część absolwentów zmienia pracę w okresie roku po uzyskaniu dyplomu. Z rozmów, ankiet i korespondencji ze studentami i absolwentami wynika natomiast, że osoby, które same opłacają sobie studia, kończą je właśnie po to, aby zmienić pracę. Ewentualnie, by w swojej firmie mieć większe możliwości awansu — twierdzi Wanda Widziszewska, specjalistka ds. organizacji szkoleń w centrum kształcenia podyplomowego Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Leona Koźmińskiego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Dyplom przydatny... nowemu pracodawcy