Dyplomatyczna gra na dwóch frontach

Adam Sofuł
opublikowano: 15-01-2009, 00:00

Kryzys to dobry czas, aby działać. Dlatego dobrze się stało, że wciąż zwaśnieni premier i prezydent spotykają się z partnerami ze Wschodu w gorących ostatnio sprawach energetycznych. O ile prezydent Lech Kaczyński, zgodnie ze swoimi wcześniejszymi deklaracjami, wspiera stanowisko Ukrainy w rosyjsko-ukraińskiej wojnie gazowej, o tyle premier Donald Tusk podczas spotkania z szefem litewskiego rządu Andrusem Kubiliusem wybiegł nieco dalej w przyszłość i rozmawiał o wspólnej inwestycji w elektrownię atomową w Ignalinie, stawiając przy tej okazji twarde warunki.

Prezydent Lech Kaczyński umożliwił ukraińskiemu prezydentowi Wiktorowi Juszczence przedstawienie w Wiśle ukraińskiego stanowiska w sprawie konfliktu. To ważne, chociaż trudno oczekiwać, by przyczyniło się w znaczący sposób do zakończenia konfliktu. Tym bardziej że stanowisko strony ukraińskiej też jest mocno niejednoznaczne — Juszczenkę oskarża premier Julia Tymoszenko o czerpanie korzyści z obecnego kryzysu. O ile można się zgodzić z tym, że Ukrainę należy wspierać (chociaż nie w ciemno), to tego wsparcia nie należy personifikować w osobie prezydenta. Niebawem z premier Julią Tymoszenko spotka się Radosław Sikorski, który może usłyszeć nieco inną wersję przebiegu obecnego konfliktu. Własnych sporów między prezydentem i premierem mamy wystarczającą liczbę, więc wskazana jest wstrzemięźliwość, by nie importować ich dodatkowo od naszego wschodniego sąsiada.

Premier Donald Tusk miał nieco łatwiejsze zadanie. Litwa nie ma podobnych problemów wewnętrznych jak Ukraina, a sprawa ignalińskiej elektrowni budzi nieco mniejsze emocje. Po pierwsze dlatego, że dyskusja o tym projekcie trwa od wielu miesięcy, rozbieżności są znane, więc trudno o jakiś zaskakujący konflikt. Po drugie, owa inwestycja jest stosunkowo odległą perspektywą, więc rozmowom nie towarzyszyła presja czasu, która zwiększałaby napięcie.

Tym razem wewnętrzne polityczne spory udało się wygrać. Nieco złośliwie rzecz ujmując, i prezydent, i premier robili to, co najbardziej lubią: Lech Kaczyński wspierał wschodniego sąsiada w sporze z rosyjskim imperium, a Donald Tusk debatował o dość odległych projektach. Trudno jednak oczekiwać, by to był dobry pomysł na prowadzenie polityki zagranicznej na dłużej. Owszem, politycy będą musieli jeszcze nie raz rozgrywać swoje partie politycznych szachów na wielu frontach, jednak nie zawsze będą mogli występować w rolach, w których się czują najlepiej. Przy okazji obecnego kryzysu udało się uniknąć większych spięć. Jednak i ten kryzys się kiedyś zakończy. Warto, żeby i wtedy prezydent i premier chociaż z grubsza uzgodnili między sobą plan prowadzonych bitew.

Własnych sporów między prezydentem i premierem mamy wystarczającą liczbę, więc wskazana jest wstrzemięźliwość, by nie importować ich dodatkowo od naszego wschodniego sąsiada.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu