Dyskusja o smaku gruszek na wierzbie

Andrzej nierychŁo
opublikowano: 03-01-2007, 00:00

W kończącym się właśnie okresie świąteczno-noworocznym dziennikarze i eksperci tworzyli najrozmaitsze podsumowania mijającego roku i prognozy na rok nadchodzący. Były to wszystko materiały zadziwiająco monotonne. Rok 2006 został zaliczony do najbardziej udanych, a perspektywy na kolejny są znakomite. Czy jednak nowy rok 2007, młody jeszcze i niedoświadczony, udźwignie ciężar aż tak wielkich nadziei? Czy ekonomika nie dostanie zadyszki? Czy, sprowadzając problem do polskiej skali wewnętrznej, politycy nie rozregulują skomplikowanego mechanizmu koniunktury gospodarczej? Czy giełda będzie nadal przynosić wzrosty?

Część ekspertów bezkrytycznie stosuje do zjawisk globalnych metody właściwe raczej dla analizowania zmienności kursu pojedynczej spółki giełdowej i to w krótkim okresie. Skoro rosło przez dwa czy trzy lata, to będzie przyrastało nadal… O dziwo, taka prosta ekstrapolacja nawet ma pewien sens, gdy prowadzi w stronę tzw. samosprawdzającej się prognozy. No, bo skoro „wszyscy mówią”, że będzie dobrze, to trzeba zachowywać się tak, jakby było dobrze — i tak oto dochodzi do cudownej przemiany chęci i przekonań w twarde fakty, mierzone pieniędzmi na kontach.

Tymczasem pewne jest tylko to, że nic nie jest pewne, a szczególnie przyszłość. Jeśli zatem zgodzić się, że przewidywanie tego, co ma nastąpić, obarczone jest wielką dozą ryzyka, to jawi się następny problem — jaka pomyłka mniej boli? Czy lepiej prognozować wstrzemięźliwie i później cieszyć się, że nie było źle? Czy może założyć wariant najbardziej optymistyczny, z góry zakładając, że się w całości nie ziści?

O wiele łatwiej napisać, że produkt krajowy przyrośnie w nowym roku o 5,5 punktu, niż podpowiadać, by kupować na giełdzie papiery spółki X, ale nie Y. Tymczasem i takich prognoz — ujętych na tyle sprytnie, by nie udawały ograniczonych licznymi rygorami rekomendacji — pojawiło się niemało. Dotyczy to także funduszy inwestycyjnych i tu już powinno zapalić się czerwone, ostrzegawcze światełko. Obraz funduszy, jaki wyłania się z noworocznych prognoz (i licznych ostatnio reklam), jest bliski fałszu. Ktoś mniej wyrobiony gotów uznać te instytucje za fabryki pieniędzy — nic, tylko schylać się i czerpać garściami! Stąd o krok do wniosku, że można żyć wygodnie i bez wysiłku, zaglądając tylko od czasu w tabele kursowe. To szkodliwe, bo nieprawdziwe, a do tego demobilizujące, promujące bierne postawy życiowe. Z jakim ryzykiem i napięciami wiąże się naprawdę rynek papierów wartościowych, najlepiej wiedzą rasowi inwestorzy.

Noworoczne prognozy i przepowiednie są formą literackiego ćwiczenia umysłów. Biada tym, którzy szukają w nich recept na życie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej nierychŁo

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy