Europejscy dystrybutorzy i przetwórcy stali mówią stop importowi wyrobów, w których ten stop ma duży udział. 14 kwietnia Eurometal, zrzeszający firmy sprzedające produkty hutnicze, zaapelował do Komisji Europejskiej o ochronę rynku przed zalewającym kontynent importem produktów, do których wykonania zużywane są duże ilości stali. Wsparły go organizacje państw członkowskich, które poprosiły także o interwencję własne rządy. W tym gronie jest m.in. Polska Unia Dystrybutorów i Przetwórców Stali (PUDS).
- Obserwujemy bardzo niebezpieczne zjawisko. Produkcja w Europie jest stopniowo wypierana przez import komponentów i gotowych wyrobów – mówi Piotr Sikorski, prezes PUDS.
W Europie obecnie zaostrzane są restrykcje, by ograniczyć import stali. Od lipca planowane jest zmniejszenie o połowę kontyngentów i zwiększenie z 25 do 50 proc. ceł na stal. Została ona także objęta mechanizmem CBAM, czyli podatkiem granicznym od wyrobów energochłonnych. Tymczasem z powodu importu coraz mocniej cierpią firmy przetwórcze.
- Jeśli przestaną być konkurencyjne, nie będzie już komu dostarczać stali. Potrzebujemy podejścia systemowego obejmującego cały łańcuch wartości – w przeciwnym razie będziemy jedynie przesuwać problem zamiast go rozwiązywać. Stawką jest 13 mln miejsc pracy w przemyśle stali i metali oraz 65 mln we wszystkich sektorach zależnych – podkreśla Piotr Sikorski.
W podobnym tonie wypowiadają się nie tylko dystrybutorzy, ale także producenci. Przemysław Sztuczkowski z Cognoru już rok temu podkreślał, że skrzynki z narzędziami na chińskich platformach sprzedażowych są tańsze niż stal w Europie do produkcji narzędzi.
Lawina importu do UE nabiera tempa
Eurometal, chcąc wykazać znaczny wzrost importu wyrobów z dużym udziałem stali, porównuje dane za lata 2010-24, bo nie ma jeszcze pełnych za rok 2025. Z analiz przedstawionych przez europejską organizację wynika, że np. dostawy różnego rodzaju kratek i siatek zwiększyły się o 215 proc. Dynamicznie rośnie import części stalowych do klimatyzacji. Wskaźnik wzrostu sięga aż 416 proc. O 323 proc. wzrosły dostawy części do maszyn elektrycznych, a o 273 proc. używanych przez nie silników prądu stałego.
Dużo wyrobów wytworzonych ze stali importują też branże kolejowa i motoryzacyjna. Import kontenerów i zbiorników w sektorze kolejowym zwiększył się o 418 proc., a kół i osi do pociągów o 250 proc. W motoryzacji o 378 proc. zwiększył się import systemów zawieszenia, o 318 proc. osi napędowych i o ponad 200 proc. skrzyń biegów.
„W latach 2010–24 import pochodnych stali do UE wzrósł ponad dwukrotnie, osiągając ponad 8 mln ton, co oznacza wzrost o 213 proc.” – wylicza Eurometal.
Dystrybutorzy chcą mieć ochronę jak producenci
Sygnatariusze apelu do Komisji Europejskiej i rządów państw członkowskich UE domagają się wdrożenia działań ochronnych podobnych do tych, jakie wprowadzane są w branży hutniczej. Wzywają Brukselę do wszczęcia postępowania mającego na celu objęcia cłami i kontyngentami wielu wyrobów o dużym udziale stali. Chcą także rozszerzenia CBAM na wyroby zawierające dużą ilość tego stopu. Apelują o obniżenie cen energii do 5 eurocentów za kWh oraz wolniejszego niż dotychczas planowane wycofywania bezpłatnych uprawnień emisyjnych. Chcą też przeglądu dekarbonizacyjnej polityki ETS, preferencji w zamówieniach publicznych dla wyrobów ze stali wyprodukowanych w UE oraz wprowadzenia tzw. zasad melt & our (identyfikacja kraju pochodzenia stali używanej do wytworzenia wyrobów).
Warto przypomnieć, że Komisja Europejska zapowiadała już wdrożenie niektórych działań postulowanych przez branżę stalową. Sygnalizowała np. wprowadzenie preferencji w przetargach, przegląd ETS czy śledzenie łańcucha produkcji stali. Jednak przedsiębiorcy w Polsce i UE zwracali uwagę, że jej rozwiązania mają luki, apelując o szczelny system.
Reindustrializacja gospodarki powinna stać się jednym z priorytetów elit politycznych w Polsce oraz w Europie. Bez silnej bazy przemysłowej trudno mówić o bezpieczeństwie dostaw i o samowystarczalności gospodarki, a właśnie te kwestie zyskują dziś fundamentalne znaczenie w warunkach zmieniającego się ładu światowego. Oczywiście można argumentować, że produkty importowane są tańsze, jednak nie możemy sprowadzać polityki przemysłowej wyłącznie do kryterium najniższej ceny. Taka logika prowadzi bowiem do utraty miejsc pracy, osłabienia kompetencji produkcyjnych, zmniejszenia bazy podatkowej i nadmiernej podatności gospodarki na zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw. Trzeba znaleźć równowagę między otwartością handlową. a ochroną strategicznych zdolności produkcyjnych. Trzeba przy tym jasno powiedzieć, że Polska, działając samodzielnie, nie będzie w stanie skutecznie chronić rynku przed nadmiernym napływem importowanych towarów, dlatego konieczne jest budowanie koalicji państw, które na forum unijnym będą wspólnie zabiegać o rozwiązania korzystne z punktu widzenia europejskiego i polskiego przemysłu.
